- Kupicie, tatulu? Naprawdę kupicie?...
- Kupię ci, kupię ci i co więcej, ino dobrą córką bądź, o gospodarstwie pamiętaj!
- To i na kaftan mi kupcie, taki jak ma Nastusia Gołębianka.
- Kupię ci, córko, kupię...
- I wstążek, ino długich, bobym nie miała na wasze wesele.
- Co ci ino potrza, mów, a wszystko miała będziesz , wszystko.
ROZDZIAŁ 11
- Śpisz to, Jaguś?...
- A bo to mogę. Ocknęłam na rozświcie i cięgiem mi w głowie stoi że już dzisiaj wesele...
aż wierzyć trudno:
- Markotno ci, córko, co? - spytała ciszej... z lękliwą nadzieją w sercu...
- Co by zaś markotno miało być! Ino, że od was trzeba mi iść, na swoje...
Stara nie odrzekła, stłumiła w sobie żal, jaki nagle ją przewiercił, i wstała z pościeli,
przyodziała się byle jak i poszła do stajni budzić chłopaków. Zaspali nieco po wczorajszych
rozplecinach, bo dzień już był duży, świt zatopił ziemię w srebrzystej, połyskliwej szronami
topieli, zorze się rozpalały na wschodzie - jakoby kto niebo posypał zarzewiem.
Dominikowa umyła się w sieni i cicho chodziła po izbie, ale raz w raz poglądała na Jagnę,
której ledwie głowę można było rozeznać na pościeli wśród mroków, jakie jeszcze zalegały
izbę...
- Leż se, córko, leż... Ostatni to raz u matki, ostatni.- myślała z czułością i z tym bolesnym
żalem, co wciąż powracał. Nie chciało się jej wierzyć, że to naprawdę już dzisiaj, aż
sobie przypominać musiała wszystko... Tak, sama chciała tego, a teraz, a teraz... jakby strach
nią owładnął i tak zatrząsł, aż skurczyła się z bólu i przysiadła na łóżku... Boryna dobry człowiek,
uszanuje i krzywdy jej nie zrobi... a Jaguś poprowadzi go, gdzie ino zechce, bo stary
świata Bożego poza nią nie widzi...
Nie, nie o to się bojała, nie o to... pasierby! Juści... po co było Antków wyganiać? Teraz
dopiero będą zapiekać a pomsty szukać!... A nie wyganiać, to Antek byłby pod bokiem i obraza
boska abo i co gorsze wyszłoby z tego!... Jezus mój! A rady już nie ma... Zapowiedzi
wyszły... wieprzek zabity, weselni sproszeni... tyla już zrobione... zapis w skrzynce... - Nie,
nie! Co będzie, to będzie, a krzywdy nijakiej, póki żyje, zrobić jej nie dam!... - pomyślała
stanowczo i poszła znowu do chłopaków krzyczeć, czemu nie wstają.
Za powrotem chciała ostro wołać na Jagnę, ale Jaguś usnęła, równy, cichy oddech szedł
od łóżka, a ją znowu chwyciły wątpliwości różne i żale, i jak te jastrzębie czepiały się pazu-
rami serca, darły i krzyczały strachem a troską! Uklękła pod oknem, wpiła zaczerwienione,
rozpalone oczy w świt i modliła się długo i gorąco. Wstała mocna i na wszystko gotowa.
- Jaguś! Wstań, córko, czas już! Ewka zaraz przyleci do gotowania, a tyla jeszcze roboty!
- Pogoda to? - pytała podnosząc ociężałą głowę.
- I jaka, aż się lśni na świecie od przymrozku! Słońce zaraz wzejdzie...
Jagna ubierała się szybko. Stara jej pomogła i długo o czymś rozmyślała, bo w końcu
rzekła:
- A przywtórzę ci jeszcze, com już nieraz mówiła...Borynę trza uważać... dobry on człowiek...
z bele kim się nie zadawać... bych cię znowu na ozory nie wzięli... ludzie to jak te