która paparuch a latawiec po muzykach i karczmach, a zawżdy chłopu z nią lepiej i
wygoda - ciągnął dziad, pojadając.
- Dopiero by na wsi wydziwiali - powiedział Boryna
- Hale - ludzie warna zwrócą krowę abo i co poradzą. abo i kiele gospodarstwa chodzić
będą, abo się nad wami użalą - zagadała gorąco wójtowa.
- Abo i ciepłą pierzynę narządzą - zaśmiał się wójt. A we wsi tyle jest dziewuch, że jak
się idzie między chałupami, to bucha kiej z pieca.
- Ale, widzisz go, rozpustnik... czego mu się zachciewa...
- A Zośka Grzegorzowa na ten przykład, śmigła, piękna i wiano niezgorsze.
- A cóż to Maciejowi potrza wiana, nie gospodarz to pierwszy we wsi?
- Kto by ta miał dobra a i grontu dosyć - zaoponował dziad.
- Ni, Grzegorzowa nie la nich - podjął wójt - za mdła i młódka to jeszcze.
- A Jędrkowa Kasia? - wyliczała dalej wójtowa.
- Zmówiona. Wczoraj Rochów Adam posyłał z wódką
- Jest ci jeszcze Stachowa Weronka.
- Mamrot, latawiec i jedno biedro ma grubsze.
- A wdowa po Tomku, jakże to jej?... całkiem jeszcze do żeniaczki...
- Troje dzieci, cztery morgi, dwa krowie ogony i stary kożuch po nieboszczyku
- A Ulisia tego Wojtka, co to za kościołem siedzi?...
- I... to la kawalera... z przychowkiem, chłopak mógłby już być do pasionki, ale Maciejowi
tego nie potrza, ma już pastucha swojego.
- Jest ci jeszcze, jest tego nasienia panowego, ale ino wybieram takie, co by pasowały la
Macieja.
- A zabaczyłaś o jednej, co by była la nich w sam raz.
- Którna?....
- A Jagna Dominikowa?
- Prawda, całkiem o niej przepomniałam.
- Sielna dziewucha, a rosła, że bez płot nie przejdzie, bo żerdki pod nią pękają... a piękna,
biała na gębie, a urodna kiej jałowica.
- Jagna - powtórzył Boryna słuchający w milczeniu wyliczania - a to powiedają o niej, że
łasa na chłopaków.
- Ale, był to kto przy tym, to wie! Pleciuchy pletą, byle pleść, a wszystko ino przez zazdrość
- broniła mocno wójtowa
- Ja też nie powiedam sam z siebie, ino tak pogadują. Ale trza mi iść - poprawił pasa,
wraził węgielek we fajkę i pyknął parę razy.
- Na którą to w sądzie? - zapytał spokojnie.
- Na dziewiątą napisane w powiestce. Musicie do dnia wstać, jeśli na piechty.
- I... źróbką se wolno pojadę. Ostańcie z Bogiem, dziękuję wama za pożywienie i somsiedzką
radę.
- Idźcie z Bogiem, a pomyślcie, cośwa wama raili... Powiecie, to z wódką pójdę do pani
matki i jeszcze przed Godami sprawim wesele...
Boryna nie odrzekł nic, łypnął ino oczami i wyszedł.
- Jak stary młódkę bierze, diabeł się cieszy, bo profit z tego miał będzie - rzekł dziad poważnie,
skrobiąc głośno po dnie miski.
Boryna wolno wracał i żuł w sobie rozważnie, co mu raili. Nie dał poznać po sobie tam u
wójtów, że mu się ta myśl strasznie udała, bo jakże, gospodarz był, a nie żaden chłopak, co to