że gęś jeno pogęgiwała z cicha a boleśnie, i odpowiadały jej inne gdzieś z sieni czy z podwórza.
- Piękna kobieta - pomyślał i odszedł śpiesznie, bo mu uderzyło do głowy, aż się podrapał,
zapiął pętlę i pasa przyciągnął.
Już był w swoich wrotach i wchodził w opłotki, gdy się obejrzał na jej dom, bo rychtyk
stał naprzeciw, tylo że po tamtej stronie wody. Ktoś akuratnie wychodził, bo przez drzwi
uchylone lunęła struga światła i jak błyska wica zamigotała i padła aż na staw, potem czyjeś
mocne stąpania zadudniły, i rozległ się chlupot wody nabieranej, a w końcu wskroś ciemni i
mgieł, co się były zwlekały z łąk, śpiew się ozwał przyciszony:
Ja za wodą, ty za wodą,
Jakże ja ci buzi podom?...
Podam ci ją na listeczku,
A naści-że, kochaneczku...
Słuchał długo, ale głos rychło przepadł i światła wkrótce pogasły.
Na niebo wtaczał się zza lasów księżyc w pełni i rozsrebrzał czuby drzew, i siał przez
gałęzie światło na staw, i zaglądał w okna chat, co mu były naprzeciw. Psi nawet pomilkli,
cichość niezgłębiona objęła wieś całą i stworzenie wszelkie.
Boryna obszedł podwórze, zajrzał do koni, parskały i gryzły obroki; wsadził głowę do
obory, bo drzwi dla gorąca stały otworem. Krowy leżały przeżuwając a postękując, jako to
jest zwyczajnie u bydlątek. Przywarł wrota do stodoły.
Zdjąwszy kapelusz, szedł do izby i mówił półgłosem pacierz.
A że spali już wszyscy, rozzuł się po cichu i zaraz legł spać.
Ale zasnąć nie mógł, to pierzyna go parzyła, że nogi spod niej wysuwał, to mu po głowie
chodziły sprawy różne, a turbacje, a pomyślenia... to mu brzuch ano ciężył srodze, że postękiwał
i mruczał.
- Zawżdy mówię, że zsiadłe mleko ino rozpiera brzucho, coby na noc nie dawać...
A potem jął myśleć o Jagnie; jak by to dobrze było, bo i urodna, i gospodarna, i tyle pola...
To znowu przypominał sobie dzieci, to te gadania na Jagnę, że mąciło się w nim wszelakie
rozeznanie, i już nie wiedział, co począć, że uniósł się nieco, i jak to było zwyczajnie,
chciało mu się du drugiego łóżka zawołać i poradzić:
- Maryś ! Żenić się czy to się nie żenić z Jagną?...
Ale w czas sobie przypomniał, że Maryś już od zwiesny na cmentarzu, a tam se śpi Józka
i chrapie, a on jest sierotą, która poradzić się nikogo nie ma; to ino westchnął ciężko, przeżegnał
się i jął mówić zdrowaśki za nieboszczkę i wszystkie dusze w czyśćcu ostające.
ROZDZIAŁ 3
Już świt ubielił dachy i zgrzebną, szarą płachtą przysłonił noc i gwiazdy pobladłe, gdy
ruch się uczynił w Borynowym obejściu.
Kuba zwlókł się z wyrka i wyjrzał przed stajnię -szron leżał na ziemi i szaro było jeszcze,
ale już zorze rozpalały się na wschodniej stronie i czerwieniły czuby drzew oszroniałych -
przeciągnął się z lubością, ziewnął parę razy i poszedł do obory, aby krzyknąć na Witka, że
czas wstawać, ale chłopak uniósł nieco senną głowę i szepnął:
- Zaraz, Kuba, zaraz! - i przytulał się do legowiska.
- Pośpij se zdziebko, biedoto, pośpij! - Przyokrył go kożuchem i pokusztykał, bo że nogę