- Dosyć mi waszych nauk i przypowiastek, swój rozum też mam! - rozgniewał się.
I na tym się skończyło, bo Dominikowa, widząc jego zatwardziałość i nieustępliwość, nie
ponawiała już tej sprawy dufając, iż to samo przejdzie i jakoś się uładzi, ale on ani na dzień
jeden nie pofolgował, zawziął się i nawet w tej złości smak znajdował, a chociaż nieraz w
nocy słysząc Jagusine płacze zrywał się bezwiednie, by do niej biec, w porę się jednak miarkował
udając, że wstał oknem wyjrzeć albo czy drzwi pozamykane.
Ciągnęło się tak bez przerwy całych parę tygodni, Jagnie było markotno, smutno i tak źle,
że ledwie już ścierpiała, na ludzi patrzeć nie śmiała, wstyd jej było przed wsią, boć wszyscy
dobrze wiedzieli, co się tam u Borynów wyprawia !
Dom całkiem omroczał, że snuli się po nim cicho, lękliwie kieby te cienie.
Co prawda, mało kto zaglądał mając i u siebie dość swarów! Wójt się też nie pokazywał,
zagniewany, że Boryna nie chciał mu podawać do chrztu; tyle jeno, co tam chłopaki Dominikowej
czasem zajrzały, Nastka Gołębianka przybiegła z kądzielą, ale ta więcej do Józki i by
się z Szymkiem spotykać, że nie było z niej pociechy, to i Rocho czasem zaglądał, ale widząc
twarze posępne, zagniewane, mało siedział.
Jeden tylko kowal przychodził co wieczór i długo przesiadywał, a jak tylko mógł, podjudzał
jeszcze starego przeciw Jagnie i w łaski się nowe wkradał, juści, że i Jagustynka często
zachodziła, chętnie swoje dokładając, gdzie się kłócili. Dominikowa też bywała co dnia i co
dnia jedno przywtarzała, by Jagna pokorą starego ujmowała. Cóż? kiej Jagna nie mogła się
upokorzyć, za nic nie mogła, a naprzeciw, bunt się w niej podnosił i złość ją podrywała coraz
częściej. Wielce jej w tym pomagała Jagustynka, bo raz z cicha zaczęła:
- Jaguś, a to mi cię żal okrutnie kieby rodzonej? Ten stary pies cię ukrzywdza, a ty kiej
ten baranek cierpisz! Nie tak inne kobiety robią, nie!...
- Jakże? - spytała dość ciekawie, bo już jej obmierzł ten stan.
- Złego dobrością nie przeprzesz, a ino jeszcze większą złością! Za dziewkę cię ma, a ty
nic; szmaty ci pono w skrzyni pozamykał, na każdym kroku pilnuje, dobrego słowa nie da - a
ty co? Wzdychasz, trujesz się i boskiego zmiłowania wyczekujesz! Póki się człowiek nie
przyłoży, to mu i Pan Bóg nie dołoży! Żeby tak na mnie, wiedziałabym, co zrobić! Józkę
sprałabym, niech się nie rządzi w chałupie, gospodynią przecież jesteś, chłopu bym też nie
ustąpiła w niczym! Kiej chce wojny, to niech ma taką, aże mu grdyką wylezie! Hale, pozwól
chłopu panować nad sobą, to :się wnet do bicia weźmie i nie wiada, na czym skończy! - A
najpierwsze - zniżyła głos i do ucha jej szeptała - odstaw go kiej tego ciołka od krowy, nie
przypuszczaj do siebie ani na zdziebko, jak tego psa przed progiem trzymaj! Wnet zobaczysz,
jak zmięknie i jak się udobrzy!
Jagna zerwała się od kądzieli, by ukryć twarz rozczerwienioną.
- Czegóż się, głupia, sromasz? Złego w tym nie ma! wszystkie tak robią i robić będą, nie
ja pierwsza wymyśliłam taki sposób! Wiadomo przeciech, że kiecką chłopa dalej zaprowadzi
niźli psa sperką, bo pies rychlej się pomiarkuje! A starego łacniej niźli młodziaka, bo łakomszy
i trudno mu po cudzych chałupach szkodzić! Zrób tak, a wnet mi podziękujesz! A co
tam pyskują na ciebie i Antka, do serca nie bierz, żebyś jak ten młody śnieg była, sadzy się
dowidzą! Na świecie jest takie urządzenie, że któren się da, to mu i kiwnąć palcem nie przepuszczą,
a któren nie stoi, co o nim powiadają, mocny jest a hardy, to może robić, co mu się
żywnie podoba! Nikt nawet słówkiem nie piśnie naprzeciw, a łasić się będą kiej pieski! Do
krzepkich należy świat wszystek, do nieustępliwych a zawziętych! Na mnie się dosyć wygadywali,