Przysunęli mu stołek pod lampę, rozstąpili się nieco, że usiadł w pośrodku, kiej ten stary,
siwy dąb na polanie, otoczony półkolem zwartych, pochylonych krzy, i zaczął prawić z wolna
i niegłośno.
Cichość ogarnęła izbę, że jeno wrzeciona warkotały, a czasem ogień trzasnął na kominie
albo czyjeś westchnienie zaszemrało - a Rocho powiadał cudeńka różne i historie o królach, o
wojnach srogich, o górach, gdzie śpi wojsko zaklęte, czekając jego zatrąbienia, by się zbudzić
i paść na nieprzyjacioły, i pobić, i ziemię ze złego oczyścić; o zamkach wielgachnych, gdzie
złote izby, gdzie królewny zaklęte w białych gzłach w księżycowe noce lamentują i wybawiciela
czekają, gdzie w pustych pokojach co noc brzmi muzyka, zabawy idą, ludzie się schodzą,
a niech kur zapieje, wszystko zapada i w groby się kładzie; o krajach, gdzie ludzie kiej
drzewa, gdzie mocarze, co górami rzucają, gdzie skarby nieprzebrane, przez smoki one piekielne
strzeżone, gdzie ptaki-żary, gdzie Madeje, gdzie kije samobije, a one Lele-Polele, a one
południce, upiory, strachy, czary, dziwności ! - a drugie jeszcze, insze a cudne i wprost nie do
wiary, że wrzeciona z rąk leciały, a dusze się niesły w zaczarowane światy, oczy gorzały, łzy
ciekły z nieopowiedzianej lubości i serca dziw nie wyskoczyły z piersi z utęsknienia i podziwu.
A na końcu opowiadał o królu, którego panowie la prześmiewiska chłopskim królem
przezywali, że to był pan ludzki, sprawiedliwy i dobro narodowi całemu czyniący, o jego
wojnach srogich, tułactwie, przebieraniach się po chłopsku, w którym chodził po wsiach, w
kumostwach się bratał, o złem się przewiadywał i krzywdy naprawiał, i złości gasił, a potem,
by już być za jedno z chłopami, to się ożenił z gospodarską córką spod Krakowa, a Zofia było
jej na imię, dzieci z nią miał, na zamek powiódł krakowski i tam w długi wiek rządy sprawował
jako ten ociec najlepszy narodu i pierwszy gospodarz!
Słuchali coraz pilniej, nie tracąc ani słowa i dech nawet tając w sobie, bych ino nie przerwać
tego różańca cudowności. Jagusia zaś całkiem nie mogła prząść, opadły jej ręce, pochyliła
głowę i wsparta policzkiem o kądziel, utopiła modre, ołzawione oczy w Rochowej twarzy,
któren się jej widział jako ten święty z obrazów zeszły, boć i był podobien ze siwego włosa, z
długiej białej brody i z tych oczów bladych, zapatrzonych gdziesik w zaświaty - słuchała go
całą duszą, całą mocą czującego mocno serca i tak gorąco brała w siebie jego powiadania, że
ledwie mogła dychać ze wzruszenia, widziała wszystko jak żywe i tam szła duszą, gdzie
wiódł słowami, a już najbardziej chwyciła ją za serce ta historia o królu i tej gospodarskiej
córce. Jezus, jak się to jej ślicznym widziało!
- I to sam król tak żył z chłopami? - zapytał Kłąb po długim milczeniu.
- Sam król!
- Jezus, umarłabym, gdyby król do mnie przemówił! - szepnęła Nastka.
- Poszłabym za nim w cały świat za to jedno słowo!'
W cały świat! - wykrzyknęła namiętnie Jagna, przejęta takim mocnym a zapamiętałym
wzruszeniem, że niechby się jawił w ten moment, niechby rzekł to słowo, a poszłaby, jak stała,
w tę noc, w ten mróz, w cały świat!
Opadli wnet Rocha pytaniami, a gdzie to zamki takie, wojska takie, te bogactwa, te moce,
śIiczności takie, króle takie, gdzie?
Więc opowiadał smutnie nieco a tak mądrze, wraz prawdy różne i przykazania powiadał,
że jeno wzdychali ciężko medytując i rozważając pilnie te urządzenia na świecie...
- Jedno dzisiaj człowiekowe, a jutro w boskiej mocy! - rzekł Kłąb.
Rocho odpoczywał zmęczony, a że zaś wszystkich dusze ogarnięte były jeszcze onymi
cudownościami, to zaczęli między sobą cicho zrazu, a potem już dla wszystkich w głos opowiadać,
co kto wiedział.