sądu, niech słyszą, com ano rzekł, i przywtórzę; prosiak to był, a nie świnia; białny
prosiak, a kiele ogona abo i zdziebko poniżej czarno łaciaty.
- Dobrze, ale skąd się wziął u was?
- Niby u mnie?... Zarno wszyćko dokumentnie rzeknę, z czego się pokaże la prześwietnego
sądu i la zgromadzonego narodu, co jestem niewinowaty, a Dominikowa cygan jest baba,
pleciuch i ozornica zapowietrzona!
- Ja cyganię! A dyć tej Najświętszej Panienki uproszę, żeby was pierun bez świętej spowiedzi
nie trzasnął! - rzekła cicho, z westchnieniem ciężkim do obrazu Matki Boskiej, wiszącego
w rogu izby, Dominikowa, a potem, że to już ścierpieć nie mogła, wyciągnęła zwiniętą,
chudą pięść do niego i syknęła:
- Ty złodzieju świński! ty zbóju! ty!... - i rozczapierzyła palce, jakby go chycić chciała.
Ale Bartkowa rzuciła się do niej z krzykiem.
- Co! biłabyś go, suko jedna, biłabyś, czarownico, kacie synowski, ty!
- Uciszyć się! - zawołał sędzia.
- Stulta pyski, kiej sąd mówi, bo waju wyciepnę na osobność! - poparł Jacek, podciągając
parcianki, bo mu się był obertelek oberwał.
Uciszyło się zaraz, a baby, że to blisko było do chwycenia się za łby, stały już cicho, ino
się oczami jadły a wzdychały ze złości...
- Mówcie, Bartłomieju, mówcie wszystko a prawdę.
- Prawdę?... Samą czystą kiej szkło prawdę rzeknę, rzetelnie powiem, kiej na spowiedzi,
kiej gospodarz do gospodarzy, kiej swój do swojaków, bom gospodarz z dziada pradziada, a
nie komornik, nie prefesjant jaki abo i jenszy miescki zdzier. To tak było.
- Patrz dobrze w głowę, byś czegój nie przepomniał -radziła.
- Nie przepomnę, Magduś, nie. To było tak. Szedłem se... a baczę, że to rychtyk zwiesna
była... i za Wilczym Dołem, wedle Borynowej koniczyny... idę se i mówię pacierz, bo na ten
przykład przedzwonili już na Anioł Pański... nocka też szła... idę se... jaż tu słyszę: głos nie
głos? Loboga, myślę se: chrząka albo i nie chrząka?... Oglądnąłem za się niczego nie widno,
cicho całkiem. Złe mę kusi czy co?... Ide dalej i że mę zdziebko mrówki oblazły ze strachu,
mówię se Pozdrowienie Anielskie. Chrząka znowu! Cie! myślę sobie, nic, jeno swynia to abo
i zasie prosiak. Zlazłem zdziebko w bok, w koniczynę i obejrzałem się... juści, że cosik lizie
za mną, przystanąłem ja przystanęło i to, a białne, niskie i długie... a ślepie świeciły kiej u
źbika abo zgoła u złego... Przeżegnałem się, a że i skóra mi ścierpła, tom ruszył lepszym krokiem
jakże, abo to wiadomo, co się po nocach tłucze?... A wszyscy w Lipcach wiedzą, co na
Wilczych Dołach straszy.
- Juści, że prawda, bo łoni, kiej Sikora przechodził tam nocą, to go ułapiło za grdykę i
rzuciło o ziemię, i tak zbiło, że chłop chorzał dwie niedziele - objaśniała żona.
- Cichoj, Magduś, cichoj! Idę, idę... idę... a to fort lezie za mną i chrząka! A że to był
rychtyk miesiączek wylazł se na niebo, to patrzę, a to ino prosiak, nie złe. Ozgniewałem się,
bo co se ten głupi myśli - straszyć, tom rzucił nań patykiem i idę ku domowi Szedłem se miedzą,
między Michałowymi burakami a pszenicą Borynowa, a potem między jarką Tomka a
owsem tego Jaśka, co go łoni do wojska wzieni, a którego to kobieta akuratnie wczoraj zległa...
Prosiak fort za mną kiej pies, to se idzi obok, to wlazł w kartofle Dominikowej i tu pysknie,
i tam pysknie, i chrząknie, i kwiknie, a nie ostaje, ino za mną...
Skręciłem na ścieżkę, co bieży na przełaj - ona za mną. Gorąco mi się zrobiło, bo laboga,
taka świnia, co może nie świnia! Skręciłem na drogę wedle figury, prosiak za mną... Widziałem,
biały był, a kiele ogona, poniżej ździebko, czarno łaciaty! Ja bez rów - ona za mną, ja na
te mogiłki, co za figurą są - ona za mną, ja na kamionki, a ona kiej mi się nie rzuci pod kulasy