Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Olsztyn: Chlopi

Tomy: 1 2 3 4

- Zabili go! Zabili!
Aż myśleli, iż mu się z nagła w głowie popsuło.
Naraz ucichł, przypomniał sobie z nagła wszystko i rzucił się do borowego. z krzykiem
przerażającym i z takim szaleństwem w oczach, że borowy się zląkł i zaczął uciekać, ale czując,
że go tamten dogania, odwrócił się raptem i strzelił mu prawie prosto w piersi, nie trafił
go jednak jakimś cudem, tyle jeno, że twarz osmalił, a Antek zwalił się na niego jak piorun.
Próżno się bronił, próżno wymykał, próżno przywiedziony rozpaczą i strachem śmiertelnym
o zmiłowanie prosił - Antek porwał go w pazury kiej ten wilk wściekły, zdusił za gardziel;
aż grdyka zachrzęściała, uniósł do góry i tłukł nim o drzewa potąd, póki ostatniej pary
nie puścił.
A potem jakby się zapamiętał, że już nie wiedział, co robił; rzucił się w bitkę, a tam, kędy
się zjawił, serca truchlały, ludzie uciekali ze strachem, bo straszny był, umazany ojcową
krwią i swoją, bez czapki, z pozlepianym włosem, siny kiej trup, okropny jakiś a tak nadludzko
mocny, że prawie sam jeden zmordował i pobił tę resztę dających opór, aż musieli go w
końcu uspokajać i odrywać, boby zabijał na śmierć...
Bitka się skończyła i Lipczaki, choć zmordowani, pokaleczeni, okrwawieni, napełniali las
radosną wrzawą.
Kobiety opatrywały co ciężej rannych i przenosiły na sanie, a było ich niemało, Kłębiak
jeden miał złamaną rękę, Jędrzych Pacześ przetrącony kulas, że stąpić nie mógł i darł się
wniebogłosy, kiej go przenosili, Kobus zaś był tak pobity, że się ruchać nie mógł, Mateusz
żywą krew oddawał i na krzyż narzekał, a insi też ucierpieli nie gorzej, że prawie nie było ani
jednego, który by cało wyszedł, ale że górę wzięli, to i na ból nie bacząc pokrzykali wesoło a
rozgłośnie - i zabierali się do powrotu.
Borynę złożyli w saniach i wieźli wolno bojąc się, by w drodze nie zamarł, nieprzytomny
był, a spod szmat wciąż wydobywała się krew zalewając mu oczy i twarz całą, blady był jak
płótno i zupełnie podobny do trupa.
Antek szedł przy saniach, wpatrzony przerażonym wzrokiem w ojca, podtrzymywał mu
głowę na wybojach i raz wraz bełkotał cicho, prosząco, żałośnie:
- Ociec! Loboga, ociec!...
Ludzie szli bezładnie, kupami, jak komu lepiej było, a lasem, bo środkiem drogi szły sanie
z poranionymi, jaki taki jęczał i postękiwał, a reszta śmiała się głośno, pokrzykując wesoło
i szumnie. Zaczęli opowiadać sobie różności, a przechwalać się z przewagi i przekpiwać
z pokonanych, gdzieniegdzie już i śpiewy zaczęły się rozlewać, ktoś znów krzykał na cały
bór, aż się rozlegało, a wszyscy byli pijani triumfem, że niejeden zataczał się na drzewa i potykał
o lada jaki korzeń..,
Mało kto czuł pobicie i zmęczenie, bo wszystkie serca rozpierała nieopowiedziana radość
zwycięstwa, wszyscy pełni byli wesela i takiej mocy, że niechby się kto sprzeciwił, na proch
by starli, na cały świat by się porwali.
Szli mocno, głośno, hałaśliwie, tocząc jarzącymi oczami po tym borze zdobytym, któren
chwiał się nad głowami, szumiał sennie i sypał na nich rosisty opad osędzielizny, kieby tymi
łzami pokrapiał.
Naraz Boryna otworzył oczy i długo patrzał w Antka, jakby sobie nie wierząc, aż głęboka,
cicha radość rozświeciła mu twarz, poruszył ustami parę razy i z największym wysiłkiem
szepnął:
- Tyżeś to, synu?... Tyżeś?...
I omdlał znowu.

Strony:
123456789101112131415161718192021222324252627282930313233343536373839404142434445464748495051525354555657585960616263646566676869707172737475767778798081828384858687888990919293949596979899100101102103104105106107108109110111112113114115116117118119120121122123124125126127128129130131132133134135136137138139140141142143144145146147148149150151152153154155156157158159160161162163164165166167168169170171172173174175176177178179180181182183184185186187188189190191192193194195196197198199200201202203204205206207208209210211212213214215216217218219220221222223224225226227228229230231232233234235236237238239240241242243244245246247248249250251252253254255256257258259260261262263264265266267268269270271272273274275276277278279280281282283284285286287288289290291292293294295296297298299300301302303304305306307308309310311312313314315316317318319320321322323324325326327328329330331332333334335336337338339340341342343344345346347348349350351352353354355356357358359360361362363364365366367368369370371372373374375376377378379380381382383384385386387388389390391392393394395396397398399400401402403404405406407408409410411412413414415416417418419420421422423424425426427428429430431432433434435436437438439440441442443444445446447448449450451452453454455456457458459460461462463464465466467468469470471472473474475476477478479480481482483484485486487488489490491492493494495496497498499500501502503504505506507508509510511512513514515516517518519520521522523524525526527528529530531532533534535536537538539540541542543544545546547548549550551552553554555556557558559560561562563564565566567568569570571572573574575576577578579580581582583584585586587588589590591592593594595