się pod chałupami, to nad stawem i rajcowały zawzięcie.
Dopędziła ją Jagustynka.
- Juści, że wiecie! no, to dopiero nowina. Czekam na nią co dnia, a kiej przyszła, zwaliła
me kiej pałą w ciemię. Od wójta idziecie?
- Przytwierdził i nawet z papieru o tym przeczytał.
- Przeczytał, to juści, że pewne! Chwała ci, Panie, powrócą chudziaki, powrócą gospodarze!
- szeptała gorąco rozwodząc ręce.
Łzy posypały się jej z wyblakłych oczu, aż Hanka się zdumiała.
- Myślałach, że zapomstujecie, a wy w bek, no, no!...
- Co wy?! w taką porę bych pomstowała! Człowiek jeno z biedy da czasem folgę ozorowi,
ale w sercu co inszego siedzi, że czy chce, czy nie chce, a z drugimi radować się musi
albo i smucić... Nie poredzi żyć z osobna, nie...
Przechodziły koło kuźni: młoty biły hukliwie, ogień buchał czerwony z ogniska, a kowal
obręcz naciągał na koło pod ścianą. Spostrzegłszy Hankę wyprostował się i wparł oczy w jej
rozgorączkowaną twarz.
- A co?... doczekały się Lipce święta!... wracają pono niektóre:
- Wszystkie wracają, wójt o tym czytał! - poprawiła go Jagustynka.
- Wszystkie, zbójów przecież tak zaraz nie wypuszczą, nie...
Hance aż się w głowie zakotłowało i serce dziw nie pękło z bólu, ale zdzierżyła uderzenie
i odchodząc rzekła mu ze straszną nienawiścią:
- By ci ten psi ozór przyrósł do podniebienia!
Przyśpieszyła kroku uciekając od jego śmiechu, co jakby kłami chwytał za serce.
Dopiero z ganku obejrzała się na świat.
- Maże się i maże... ciężko będzie z pługiem, wyjechać na rolę
Udawała spokój:
- Ranny deszcz i starej baby taniec niedługo trwają.
- Trza będzie tymczasem sadzić ameryki pod motyczkę.
- Kobiet ino patrzeć; spóźniły się bez tę nowinę, ale przyjdą... byłam u nich z wieczora,
wszystkie się obiecały na odrobek.
W izbie już ogień buzował; ciepło było i jaśniej niźli na dworze. Józka skrobała ziemniaki,
a dzieciak wrzeszczał wniebogłosy mimo zabawiań starszych dzieci. Hanka przyklęknąwszy
przed kołyską jęła go karmić.
- Józia, niech Pietrek narządzi deski, gnój będzie wywoził od Florki na te zagony kiele
Paczesiowego żyta. Nim plucha przejdzie, parę fur wywiezie... co się ma wałęsać po próżnicy!
- Przy was to nikto z leniem się nie stowarzyszy.
- Bo i sama kulasów nie żałuję! - powstała chowając piersi.
- Hale, ady bym na śmierć zapomniała, przeciek to od połednia świątko! Proboszcz procesję
zapowiadał, odłożoną ze świętego Marka na oktawę...
- Przeciek to ino w krzyżowe dni bywają procesje!...
- Z ambony zapowiadał na dzisiaj, to musi, co i bez krzyżowych dni można chodzić do
figur i święcić granice.
- Chłopaki będą brały dzisiaj na pokładankę po kopcach! - zaśmiała się Józka do wchodzącego
Witka.
- Idą już, idą. Bieżyjcie z nimi, a zarządźcie, co potrza. Ja ostanę w chałupie, obrządzę i
śniadanie zgotuję. Józka z Witkiem będą donosili ziemniaki na pole! - zarządzała Hanka wyzierając
na komornice, które pookręcane w płachty i zapaski, że ledwie im było oczy widać, z