- Poborguję, albo ja to Kuby nie znam!...
- Nie trzeba... chto borguje, ten się z butów zzuje...-powiedział ostro.
Mimo to Jankiel postawił przed nim flaszeczkę araku.
Opierał się, już nawet brał się wyjść, ale jucha harak tak zapachniał, że jaże w nosie
wierciło, więc się i nie zmagał dłużej, jeno wypił nie medytując.
- Zarobiliście w lesie?... - pytał Jankiel cierpliwie.
- Nie w lesie... ptaszków, com je w sidła chycił, zaniesłem dobrodziejowi sześć i dali mi
złotówkę...
- Złotówkę za sześć! Ja bym za każdego dał Kubie dziesiątkę.
- Jakże, przeciech kuropatwy to koszerne?... - zdumiał się.
Niech Kubę głowa o to nie boli... niech tylko przyniesie dużo, a za każdą dostanie zaraz
do ręki po dziesiątce. Asencję postawię na zgodę, co?
- I po całym dziesiątku Jankiel zapłaci?...
- Moje słowo nie ten wiatr. A za te sześć... to Kuba miałby nie dwa półkwaterki czystej, a
cztery z arakiem i śledzia, i bułkę, i paczkę machorki... rozumie Kuba?...
- Juści... cztery półkwaterki z arakiem i śledzia... i...juści, nie bydlem przeciech, to miarkuję...
rychtyk prawda! Cztery półkwaterki z harakiem... i machorka, i bułków... i całego śledzia...
- Mroczyła go już wódka i nieco rozbierała.
- Przyniesie Kuba?...
- Cztery półkwaterki... i śledź... i... Przyniesę... Cie, żebym to miał strzelbę... - ozwał się
przytomniej i jął znowu obliczać - kożuch na ten przykład z pięć rubli... buty by się zdały... ze
trzy ruble... ni; nie chwaci... a kowal by chcieli z pięć rubli za fuzję... tyla co od Rafała... ni...
myślał głośno.
Jankiel zrobił szybkie obliczenie kredą i szepnął mu cicho do ucha:
- Zastrzeliłby Kuba sarnę?..
- Ale, z pięści nie zastrzeli, a z fuzji tobym juchę ustrzelił...
- Kuba umie strzelić?...
- Jankiel jest Żyd, to i nie wie, a we wsi wiedzą wszystkie, że chodziłem z dziedzicami do
boru, że mi ten kulas przestrzelili... to umieć umiem...
- Ja dam strzelbę, dam proch, dam, co potrzeba... a Kuba, co ustrzeli, przyniesie do mnie!
Za sarnę dam całego rubla... słyszy?... Całego rubla! Za proch Kuba zapłaci piętnaście kopiejek
od sztuki, odtrącę... A za to, co się fuzja będzie psuć, to Kuba przyniesie ćwiartkę owsa...
- Rubla za sarnę... a niby ja za proch piętnaście... całego rubla!... niby jak to?...
Jankiel znowu wyliczał mu szczegółowo....
- Owsa?... Przeciech koniom od pyska nie odejmę...to jedno zrozumiał.
- Po co brać koniom ! U Boryny jest i gdzie indziej...
- To niby... - wytrzeszczał oczy i kalkulował.
- Wszystkie tak robią! A Kuba myślał, skąd parobcy mają pieniądze?... Każdemu trzeba
machorki, a kieliszka wódki, a potańcować w niedzielę!... To skąd wziąć?...
Jakże... złodziej to jestem, parchu jeden, czy co?.. zagrzmiał nagle bijąc pięścią w stół, aż
kieliszki podskoczyły.
- Co się Kuba rzuci! Niech Kuba płaci i idzie sobie do diabła !...
Ale Kuba nie zapłacił i nie poszedł, nie miał już pieniędzy i winien był Żydowi... to się
ino sparł ciężko o szynkwas i jął sennie obliczać, a Jankiel udobruchał się i nic już nie mówił...
Tymczasem do karczmy napływało coraz więcej ludzi, bo już mrok gęstniał, zapalili
światło, muzyka raźniej się ozwała i gwar się podnosił; naród kupił się przy szynkwasie, pod
ścianami albo i zgoła w pośrodku izby i raił, pogadywał, użalał się, a kto niekto i przepijał do