też nie żałowały.
- Dzieci miał dobre i nijakiej krzywdy od nich nie zaznał - wtrąciła Jagata przerywając
głośne modły.
- Pilnujcie lepiej pacierza. Hale, żałoście wyciąga za nieboszczyka, a uszów dobrze nadstawia
na nowinki - warknęła Jagustynka.
- Bo złe dzieci tak by się nie biadoliły. Posłuchajcie ano...
- Bych się waju tylachna ostało po kim, to byście się do siódmego potu wydzierali nie
żałując gardzieli.
- Cichajta! Jagusia bieży! - przyciszył Jambroż.
Jaguś wnet wpadła do izby i stanęła w pośrodku kiej wryta, nie mogąc wykrztusić ani
słowa.
Właśnie byli Macieja przyodziewali w czystą koszulę.
- Pomarli! - jęknęła wreszcie wtapiając w niego zestrachane, nieprzytomne oczy. Strach
ją chycił za gardło i serce jakby się zakrzepło na lód, że ledwie dychać poredziła.
- Nie wiedzieliście to? - pytał Jambroż łagodnie.
- U matki spałam, a Witek co ino przyleciał powiedzieć. Nie żyje to naprawdę? - zapytała
nagle, przystępując do niego.
- Juści, co nie do ślubu go rychtujem, a jeno do trumny.
Nie mogła jeszcze zrozumieć, wsparła się o ścianę, gdyż się jej widziało, jakoby ją morzył
ciężki śpik i zmora dusiła, a ona nie poredzi się przebudzić, jeno się kala cała w potach i
w męce strachu. I co trochę wychodziła z izby i powracała nie mogąc oderwać oczów od trupa,
i co trochę zrywała się kajś uciekać, a ostawała, i co trochę leciała za dom, na przełaz i nic
nie widzący patrzyła po polach albo siadała na przyźbie wpodle Józki, która buczała drąc
włosy i krzycząc żałośnie:
- O mój tatulu jedyny! O mój tatulu!
Juści, co wszystko obejście i dom pełne były tych płaczów i lamentliwych szlochań, a
ona tylko jedna, chocia się w niej trzęsła każda kosteczka i jakieś ciężkie bolenie spierało pod
piersiami, nie puściła ni jednej łzy, nie poredziła krzyczeć, a jeno chodziła błędna, świecąc
oczami zapiekłymi w zgrozie.
Szczęściem, że Hanka wrychle się opamiętała i chociaż jeszczech popłakujący, a już dawała
baczenie na wszystko i rządziła jak zwykle, że kiej przylecieli kowalowie, całkiem była
ostygła.
Magda wybuchnęła płaczem, a jeno kowal rozpytywał.
Opowiedziała po porządku, jak się to stało.
- Dobrze, co mu Pan Jezus dał lekką śmierć! - szepnął.
- Tylachna wycierzpiał, to mu się należała.
- Chudziaszek, na pole jaże uciekał przed kostuchą!
- A z wieczora zaglądałam do niego, to leżał se cicho jak zawdy.
- I nie przemówił, co? - pytał trąc suche oczy.
- Ani tego słowa, ogarnęłam mu pierzynę, dałam pić i poszłam.
- I sam wstał! Może by jeszczech nie pomarli, żeby go kto pilnował - jęknęła Magda
przez głębokie szlochania.
- Jagusia sypiała u matki, bo stara ciężko chora, zawdy tak.
- Tak już miało być, to i tak się stało! Tyla się nachorzał, jakże, toć więcej niźli kwartał!
A komu nie do zdrowia, to lepsza prędka śmierć. Trza Panu Bogu dziękować, co się już nie
morduje - wyrzekł.
- Juści, a sami wiecie, co to zrazu kosztowały dochtory, co leki, a na nic poszło wszystko.