- Wykopaliśta już?
- Do cna !
- Nie wiecie, co u Kłębów?
- Wygnali was w tyli świat, na żebry, a ciekawiście ich?
- Wygnali, nie wygnali, samam poszła, bo trza było... jakże, darmo to mi dadzą ten kąt
abo jeść, kiej sie u nich nie przelewa... A ciekawam, boć krewniaki...
- A co z wami?
- A co, chodzę od kościoła do kościoła, od wsi do wsi ,od jarmarku na jarmarek i tą modlitwą
upraszam se u dobrych ludzi gdzie kąt, gdzie warzy łyżkę, gdzie grosik jaki! Dobre są
ludzie, ubogiemu nie dadzą umrzeć z głodu, nie... Nie wiecie, zdrowi tam wszyscy u Kłębów?
- zapytała nieśmiało.
- Zdrowi, a wy nie chorujecie?
- I... gdzie zaś, w piersiach mę cięgiem poboliwa, a jak się naziębię, to i żywą krwią pluję...
Niedługo mi już ,niedługo... Choć ino do zwiesny dociągnąć, wrócić do wsi i tam se między
swojemi zamrzeć - o to ino Jezusiczka proszę, o to jedynie... - rozłożyła ręce, okręcone
różańcami, wzniesła zapłakaną twarz i jęła się modlić tak gorąco, aż łzy jej pociekły z zaczerwienionych
oczów.
- Zmówcie pacierz za tatula - szepnęła Jagna wtykając jej pieniądz.
- To będzie za tych w czyścu ostających, a za swoich to już ja i tak się cięgiem modlę i
Boga proszę, za żywych i umarłych, Jaguś, a nie przysyłali to z wódką?
- Przychodzili.
- I żaden ci się nie uwidział?....
- Żaden. Ostajcie z Bogiem, a na zwziesnę do nas zajrzyjcie... - powiedziała prędko i poszła
do matki, którą ujrzała z dala z organistami.
Boryna zaś powracał do Antka wolno, raz, że ciżba była, a drugie, że mu Jaguś cięgiem
w myśli stała, ale nim doszedł, spotkał się z kowalem.
Przywitali się i szli w podle siebie milcząc.
- Skończycie to ze mną, hę? - zaczął ostro kowal.
- Niby z czym? Mogłeś mi to samo i w Lipcach powiedzieć. - Zły już był.
- Przecież już cztery roki czekam.
- Przybaczyłeś se dzisiaj! To se jeszcze poczekaj ze czterdzieści, kiej zamrę.
- Już i ludzie mi redzą, żeby do sądu podać... ale...
- Podaj. Powiem ci, gdzie skargi piszą, i na pisarza dam rubla...
- Ale se myślę, że po dobremu się zgodzimy... - skręcił chytrze.
- Prawda, z kim nie wojną - z tym zgodą.
- Sami to miarkujecie niezgorzej.
- Mnie ta z tobą ni zgody, ni wojny nie potrzeba.
- Zawżdy to pierwszy żonie powiadam, że ociec jest za sprawiedliwością.
- Każden jest za sprawiedliwością, komu ją w kumy prosić potrza - mnie nie potrza. bom
ci nic niewinowaty - powiedział twardo, aż kowal zmiękł, że to z tej strony go napocząć nie
napocznie, i jakby nigdy nic, najspokojniej i prosząco rzekł:
- Napiłbym się czego, postawicie?..
- Postawie. Jakże. najlepszy zięć prosi, to choćby i całą kwartę - przekpiwał zdziebko
wchodząc do narożnego szynku; był już tam i Jambroży, ale nie pił, siedział w kącie markotny
jakiś i smutny.
- Po gnatach mę łupie, to pewnie na pluchę - wyrzekał.