- Ale, siedzita i nie wiecie, co się stało! - zawołała wpadając zadyszana Nastusia Gołębianka,
Mateusza siostra.
Podniosły się ciekawe zapytania ze wszystkich stron i wszystkie oczy spoczęły na niej. ,
- A to młynarzowi ukradli konie!
- Kiedy?
- Ze trzy pacierze temu. Dopiero co Jankiel umówił Mateuszowi.
- Jankiel ta wie wszystko zaraz, a może i nieco przódzi...
- Takie konie, kiej te hamany!
- Ze stajni wyprowadziły. Parobek poszedł do młyna po obrok, wraca, a tu już ni koni, ni
uprzęży nie ma a pies w budzie struty, no!
- Na zimę idzie, to się już różności zaczynają.
- A bo kary na złodziejów nie ma żadnej... Hale, dużo mu zrobią, wsadzą do kryminału,
dadzą jeść, w cieple się wysiedzi, z kolegami wypraktykuje, że kiej go puszczą to jeszcze
lepszy jest złodziej, bo nauczny.
- Gdyby tak mnie konia wyprowadzili, a złapałbym tobym ubił na miejscu jak psa wściekłego!
- wykrzyknął jeden z parobków.
- A bo ino tego by wartał taki człowiek, bo ino głupie szukają sprawiedliwości we świecie.
Kużden ma prawo dochodzić swojej krzywdy.
- Złapać takiego i całą kupą choćby zabić, to i kary, nie ma, bo wszystkich to by karali?
- Baczę... zrobili tak u nas... zaraz, za drugim chłopem już byłam... nie, widzi mi się, że
jeszcze za Mateuszem...
Ale te wywody przerwał Boryna wchodząc do izby.
- Tak se na ucho gadacie, aże po drugiej stronie stawu słychać! - zawołał wesoło, czapkę
zdjął i witał się ze wszystkimi po kolei. Musiał mieć już w głowie, bo czerwony był jak ćwik,
kapotę rozpuścił i głośno a dużo gadał, czego zwyczajny nie był. Chciało mu się przysiąść do
Jagusi, ale się wagował, że to tak na oczach wszystkich nijako, póki zmówiona z nim nie jest,
to ino wesoło pogadywał i rad na nią patrzył, taka piękna dzisiaj była i wystrojona w chustkę
od niego.
Zaraz też Witek z Kubą przynieśli długą ławę przed komin, Józia okryła ją czystym płótnem
i zaczęła ustawiać miski i łyżki do jedzenia.
A Boryna wyniósł z komory pękatą, dobrze półgarncową butlę okowitki i jął z nią obchodzić
wszystkich po kolei i przepijać.
Dziewczyny się nieco wzdragały, aż któryś z parobków powiedział:
- Łakome na okowitkę, kiej kot na mleko, ino się prosić dają.
- Sam pijanica zatracony, cięgiem siedzi u Jankla, to myśli, że wszyscy!
I piły, odwracały się, przysłaniały twarz ręką, resztę chlustały na ziemię, krzywiły się,
mówiły “mocna” i oddawały kieliszek Borynie.
Tylko Jagna uparła się i nie piła, mimo próśb i namawiań.
- Nawet i smaku gorzałki nie znam i nie ciekawam powiedziała.
- No, siadajcie, ludzie kochane, co jest, to zjemy! - zapraszał stary.
Obsiedli po ceregielach różnych, jak to obyczaj każe, ławę i z wolna jedli, a raz w raz
pogadywali.
Z misek dymiło parą, że przysłoniła wszystkich jak chmurą, z której tylko skrzybot łyżek,
mlaskanie i to słowo niektóre słychać było.
Jadło zwarzyli wybrane, aż się dziwił niejeden, bo i ziemniaki z rosołem były, i mięso
gotowane z prażoną jęczmienną kaszą, i kapusta z grochem - rzetelnie ugościli, po gospodarsku,
a do tego Boryna cięgiem zapraszał a przymuszał, a Józia ze swej strony i Hanka pilnowały