Sygnaturka na kościele zaczęła dzwonić Anioł Pański spiżowym świergotem, że ludzie
przystawali i szept pacierzów, niby szemranie opadających listków, padał w mroki.
Ze śpiewami a pokrzykami wesołymi spędzano bydło z pastwisk, co ciżbą szło drogami
w tumanach kurzawy, że tyłko raz w raz wychylały się z niej głowy potężne i rogi krzaczaste.
Owce pobekiwały tu i ówdzie, to gęsi zerwały się z pastwisk i stadami leciały, całe w zorzach
zachodu zatopione, że tylko krzyk przenikliwy znaczył je w powietrzu.
- Ale szkoda, ta graniasta to sielna krowa.
- I..: nie na biedaka trafiło.
- A tak i bydlątka żal, co się zmarnuje.
- Gospodyni Boryna nie ma, to wszystko leci kiej przez sito.
- A bo to Hanka nie gospodyni?
- La siebie... jakby na komornym u ojca siedzą, tu juści patrzą, aby ino na swoją stronę
coś niecoś urwać, a ojcowego niechta pies pilnuje.
- A Józka, że to jeszcze skrzat głupi, to i cóż poradzi?
-Hale, abo to Boryna nie mógłby gront oddać Antkowi, co?
- A sam pójdzie do nich na wycug, co?... Starzyście. Wawrzku, a do cna jeszcze głupi -
zaczęła żywo Jagustynka. - Ho, ho, Boryna jeszcze krzepki, może się ożenić, a głupi by był,
żeby dzieciom zapisywał.
- Hale, krzepki to juści, że jest, ale już ma ze sześćdziesiąt roków.
- Nie bój się, Wawrzku, każda młódka pójdzie za niego, niechby tylko rzekł.
- Już dwie żony pochował.
- Niech se pochowa i trzecią, Panie Boże mu pomóż, a niech dzieciom, póki żyw, nie daje
ni staja, ni liszki jednej, ni tyle, co trepem przydepnie. Ścierwy, wyrychtowałyby go, kiej
moje mnie. Dałyby mu wycugi że na wyrobek by chodził, z głodu by zdychał abo i na żebry,
po proszonym szedł. Oddaj ino, co masz, dzieciom - to ci oddadzą; rychtyk ci tego starczy na
sznureczek abo i na ten kamień do szyi...
- Ludzie, a to czas do domu, mroczeje.
- Czas, czas! Słońce już zaszło.
Pozbierali prędko motyczki, koszyki, to dwojaki od obiadów i szli wolno gęsiego miedzą,
pogadując coś niecoś,a tylko stara Jagustynka wykrzykiwała wciąż namiętnie na dzieci własne,
a potem już i na wszystkich pomstowała.
A równo z nimi jakaś dziewczyna gnała maciorę z prosiętami i śpiewała cienkim głosikiem:
Aj, nie chodź kiele woza,
Aj, nie trzymaj się osi,
Aj, nie daj chłopu gęby,-
- Cie, głupia, wrzeszczy, kiejby ją kto ze skóry obdzierał
ROZDZIAŁ 2
Na Borynowym podworcu, obstawionym z trzech stron budowlami gospodarskimi, a z
czwartej sadem, który go oddzielał od drogi, już się zebrało dość narodu; kilka kobiet radziło i
wydziwiało nad ogromną czerwono-białą krową, leżącą przed oborą na kupie nawozu.
Stary pies, kulawy nieco i z oblazłą na bokach sierścią, oganiał graniastą, obwąchiwał ją,
szczekał, to wypadał w opłotki i gnał dzieci na drogę, co się były wieszały na płotach i zazierały