do Jezusa podąża...
Jako te drzewiny, w nagości stojące o zwieśnie, Pan przyodziewa w listki zielone a
kwiatuszki pachnące, tak ci, duszo człowiecza, do Jezusa iść po radość, po wesele, po zwiesnę
i ono przyobleczenie wieczne...
Jako tę ziemię rodzącą a strudzoną ogarnia słońce- tak ci Pan przyhołubi duszyczkę każdą,
że nic jej zimy nic jej bolenie, nic jej śmierć sama...
Hej! Bo ino płakanie jest na tej ziemice, jeno żałość a turbacja!
I złość jako te osty się pleni, i w bory urasta!
A wszystko próżne jest i daremne - jako to próchno, jako te pępuszki, co je na wodzie
wiater wydyma, a drugi je zasię precz żenie.”
ROZDZIAŁ 10
Na ambonie i każdemu z osobna to mówię, ale wy jak te psy tylko nastajecie jeden na
drugiego, tylko... - wiatr resztę słów wepchnął mu do gardła, że ksiądz się srodze zakasłał, a
Antek nic nie rzekł, szedł w podle i wypatrywał w mrokach, pomiędzy drzewami.
Wiatr się podnosił coraz mocniejszy, przewalał się po drodze i tak bił w topole, i miotał
nimi, aż się przyginały z jękiem i szumiały rozsrożone.
- A mówiłem jusze - zaczął znowu ksiądz - żeby sam kobyłę zaprowadził do stawu, to ją
naprzód wypuścił no, i zapodziała się... Ślepa przecież, zalezie gdzie między płoty i jeszcze
nogi połamie! - Biadał i bardzo troskliwie szukał, zaglądał za drzewo każde, wypatrywał po
polach.
- Przeciech zawżdy sama chodziła...- Zna dobrze drogę do stawu... przecież, nalał kto
bądź wody do beczki, wykręcił tylko, a ona już sama trafiła na plebanię... - Ale w dzień ją
zaprzęgali... a dzisiaj Magda czy Walek puścili ją już o zmierzchu... Walek! - krzyknął głośno,
bo cień jakiś zamajaczył wśród topoli...
- Walka widziałem po naszej stronie, ale jeszcze przed zmrokiem.
- Polazł ją szukać, rychło w czas. Klacz ma ze dwadzieścia roków, przy mnie się ulęgła...
wysłużyła sobie łaskawy chleb... a przywiązana jak człowiek... Mój Boże, żeby się jej co złego
nie stało!
- Co jej ta będzie! - mruknął Antek ze złością, bo jakże, poszedł do dobrodzieja po radę,
po użalenie się, to go ino skrzyczał i jeszcze zabrał, żeby kobyły szukać! Juści, i kobyły szkoda,
choć ta i ślepa, i stara, ale zawżdy człowiekowi powinna być pierwszyzna!
- A ty się opamiętaj i nie pomstuj, boć to ojciec rodzony ! Słyszysz !
- Dobrze pamiętam! - odparł ze złością.
- Grzech śmiertelny i obraza boska. A nic ten dobrego nie zwojuje sobie, któren w zapamiętałości
rękę podnosi na ojców i przeciwi się przykazaniom Bożym. Masz rozum, toś o tym
wiedzieć powinien.
- Sprawiedliwości chcę ino.
- A pomsty szukasz, co?
Antek nie wiedział, co rzec na to.
- A i to ci jeszcze powiem, że pokorne cielę dwie matki ssie.
- Wszyscy mi to powiedają... juści, ino tej pokorności mam już po grdykę, że więcej nie
ścierpię! Choćby i zbój, choćby i ukrzywdziciel, ale że ojciec rodzony, to już mu wolno