Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- Gniady na końcu... Przegrałeś pan...
- Pąsowy bierze Yunga...
- Nie weźmie, już ćwiczy konia...
- Ale... ale... Brawo Yung!... Brawo Wokulski!... Klacz idzie jak woda!... Brawo!...
- Brawo!... brawo!.:.
Dzwonek. Yung wygrał. Wysoki sportsmen wziął klacz za uzdę i zaprowadziwszy przed trybunę sędziów zawołał:
- Sułtanka!... Jeździec Yung!... Właściciel anonim...
- Co to anonim... Wokulski... Brawo Wokulski!... - wrzeszczał tłum.
- Właściciel pan Wokulski! - powtórzył wysoki dżentelmen i odesłał klacz na licytację.
Wśród tłumu zbudził się szalony zapał dla Wokulskiego. Jeszcze żaden wyścig tak nie rozruszał widzów: cieszono się, że warszawski kupiec pobił dwu hrabiów.
Wokulski zbliżył się do powozu hrabiny. Pan Łęcki i damy starsze winszowały mu; panna Izabela milczała.
W tej chwili przybiegł wysoki sportsmen.
- Panie Wokulski - rzekł - oto są pieniądze. Trzysta rubli nagrody, ośmset za klacz, którą ja kupiłem...
Wokulski z paczką banknotów zwrócił się do panny Izabeli:
- Czy pozwoli pani, ażebym na jej ręce złożył to dla ochrony pań?...
Panna Izabela przyjęła paczkę z uśmiechem i prześlicznym spojrzeniem.
Wtem ktoś potrącił Wokulskiego. Był to baron Krzeszowski. Blady z gniewu zbliżył się do powozu i wyciągając rękę do panny Izabeli zawołał po francusku:
- Cieszę się, kuzynko, że twoi wielbiciele triumfują... Przykro mi tylko, że na mój koszt... Witam panie! - dodał kłaniając się hrabinie i prezesowej.
Twarz hrabiny powlokła się chmurą; pan Łęcki był zakłopotany, panna Izabela zbladła. Baron w impertynencki sposób osadził spadające mu binokle i ciągle patrząc na pannę Izabelę mówił:
- Tak jest... Mam szczególniejsze szczęście do wielbicieli kuzynki...
- Baronie... - wtrąciła prezesowa.
- Przecież nie mówię nic złego... Mówię tylko, że mam szczęście do...
Stojący za nim Wokulski dotknął jego ramienia.
- Słówko, panie baronie - rzekł.
- Ach, to pan - odparł baron przypatrując mu się. Odeszli na bok.
- Pan mnie potrącił, panie baronie...
- Bardzo przepraszam...
- To mi nie wystarcza...
- Czyżby pan chciał satysfakcji? - spytał baron.
- Właśnie.
- W takim razie służę - rzekł baron szukając biletu. - Ach, do licha! Nie wziąłem biletów... Może pan ma notatnik z ołówkiem, panie Wokulski?...
Wokulski podał mu bilet i notatnik, w którym baron zapisał adres i swoje nazwisko nie omieszkawszy zrobić przy nim zakrętu.
- Miło mi będzie - dodał kłaniając się Wokulskiemu - dokończyć rachunku za moją Sułtankę...
- Postaram się zadowolić pana barona.
Rozstali się wymieniając najpiękniejsze ukłony.
- Rzeczywiście, awantura! - rzekł zmartwiony pan Łęcki, który widział wymianę grzeczności.
Zirytowana hrabina kazała jechać do domu nie czekając końca wyścigów. Wokulski ledwo miał czas dopaść powozu i pożegnać się z damami. Nim konie ruszyły, panna Izabela wychyliła się i podając Wokulskiemu końce palców szepnęła:

Strony: