Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- Niech diabli wezmą - mówił - tak podłe życie! Ojciec zostawił mi wprawdzie pół miliona rubli w dziedzictwie, ale zarazem cztery choroby, z których każda warta milion... Co za niewygoda bez binoklil...No i wyobraź sobie hrabia: pieniądze rozeszły się, ale choroby zostały. Że zaś ja sam dorobiłem sobie parę nowych chorób i trochę długów, więc - sytuacja jasna: byłem się szpilką zadrasnął, muszę posyłać po trumnę i rejenta.
- Tek! - odezwał się hrabia. - Nie sądzę jednak, ażebyś pan w podobnej sytuacji rujnował się na rejentów.
- Właściwie to mnie rujnują komornicy...
Baron, opowiadając, niecierpliwie chwytał odgłosy dolatujące go z przedpokoju, ale - nic nie mógł zmiarkować. Dopiero gdy usłyszał zamykanie drzwi, zasuwanie zatrzasku i zakładanie łańcucha, nagle wrzasnął:
- Konstanty ...
Po chwili wszedł służący nie zdradzając zbytecznego pośpiechu.
- Kto był?... Pewnie Goldcygier... Powiedziałem ci, ażebyś z tym łotrem nie wdawał się w żadne rozprawy, tylko porwał za łeb i zrzucił ze schodów. Wyobraź pan sobie - zwrócił się do Licińskiego - ten podły Żyd nachodzi mnie ze sfałszowanym wekslem na czterysta rubli I ma bezczelność żądać zapłaty!...
- Trzeba wytoczyć proces, tek...
- Ja nie wytoczę... Nie jestem prokuratorem, który ma obowiązek ścigać fałszerzy. Zresztą nie chcę dawać inicjatywy do gubienia jakiegoś zapewne biedaka, który zabija się pracą nad naśladowaniem cudzych podpisów... Czekam więc, ażeby Goldcygier wystąpił z akcją, a dopiero wówczas nikogo nie oskarżając przyznam, że to nie mój podpis.
- A właśnie, że to nie był Goldcygier - odezwał się Konstanty.
- Więc kto?... Rządca... może krawiec?...
- Nie... Ten pan... - rzekł służący i podał bilet Krzeszowskiemu. - Porządny człowiek, alem go wygnał, kiedy tak pan baron kazał...
- Co?.- spytał zdziwiony hrabia spoglądając na bilet.
- Nie kazałeś pan przyjmować Wokulskiego?...
- Tak - potwierdził baron. - Licha figura, a przynajmniej... nie do towarzystwa...
Hrabia Liciński z pewnym akcentem poprawił się na fotelu.
- Nie spodziewałem się usłyszeć takiego zdania o tym panu... od pana... Tek...
- Nie bierz pan tego, co mówię, w jakimś hańbiącym znaczeniu - pośpieszył objaśnić baron. - Pan Wokulski nie zrobił nic podłego, tylko... takie małe świństewko, które może uchodzić w handlu, ale nie w towarzystwie...
Hrabia z fotelu, a Konstanty z progu uważnie przypatrywali się Krzeszowskiemu.
- Sam hrabia osądź - mówił dalej baron. - Klacz moją ustąpiłem pani Krzeszowskiej (przed Bogiem i ludźmi prawnie zaślubionej mi małżonce) za osiemset rubli. Pani Krzeszowska na złość mnie (nie wiem nawet za co!) postanowiła koniecznie ją sprzedać. No i trafił się nabywca, pan Wokulski, który korzystając z afektu kobiety postanowił zarobić na klaczy... dwieście rubli!... dał bowiem za nią tylko sześćset...
- Miał prawo, tek - wtrącił hrabia.
- Eh! Boże... Wiem, że miał prawo... Ale człowiek, który dla pokazania się wyrzuca tysiące rubli, a gdzieś w kącie zarabia na histeryczkach po dwadzieścia pięć procent, taki człowiek nie jest smaczny... To nie dżentelmen... Zbrodni nie popełnił, ale... jest tak nierówny w stosunkach, jak ktoś, kto rozdając znajomym w prezencie dywany i szale wyciągałby nieznajomym chustki do nosa. Zaprzeczy pan temu...
Hrabia milczał i dopiero po chwili odezwał się:
- Tek!... Czy to jednak pewne?
- Najpewniejsze. Układy między panią Krzeszowską i tym panem prowadził mój Maruszewicz i wiem to od niego.

Strony: