Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- Tak rzadko widuję pana, panie Wokulski - wtrąciła hrabina - że muszę zaraz załatwić interes... - Do usług pani...
- Panie! - zawołała z komiczną pokorą składając ręce - proszę o sztukę perkalu dla moich sierot... Widzi pan, jak nauczyłam się przymawiać o jałmużnę?
- Pani hrabina raczy przyjąć dwie sztuki?...
- Tylko w takim razie, jeżeli druga będzie sztuką grubego płótna...
- O ciociu, tego już za wiele!... - przerwała jej panna Izabela ze śmiechem. - Jeżeli pan nie chce stracić majątku - zwróciła się do Wokulskiego - niech pan stąd ucieka. Zabieram pana w stronę Pomarańczarni, a ci państwo niech tu odpoczywają...
- Belu, nie boisz się?... - odezwała się ciotka.
- Chyba ciocia nie wątpi, że w towarzystwie pana nie spotka mnie nic złego...
Wokulskiemu uderzyła krew do głowy; na ustach hrabiny mignął niedostrzegalny uśmiech. Była to jedna z tych chwil, kiedy natura hamuje swoje wielkie siły i zawiesza odwieczne prace, ażeby uwydatnić szczęście istot drobnych i znikomych.
Wiatr zaledwie dyszał, i tylko po to, ażeby chłodzić śpiące w gniazdach pisklęta i ułatwić lot owadom śpieszącym na weselne gody. Liście drzew chwiały się tak delikatnie, jakby poruszał je nie materialny podmuch, ale cicho prześlizgujące się promienie światła. Tu i owdzie, w przesiąkłych wilgocią gęstwinach, mieniły się barwne krople rosy jak odpryski spadłej z nieba tęczy.
Zresztą wszystko stało na miejscu: słońce i drzewa, snopy światła i cienie, łabędzie na stawie, roje komarów nad łabędziami, nawet połyskująca fala na lazurowej wodzie. Wokulskiemu zdawało się; że w tej chwili odjechał z ziemi bystry prąd czasu zostawiając tylko parę białych smug na niebie - i od tej pory nie zmieni się już nic; wszystko zostanie tak samo na wieki. Że on z panną Izabelą będzie wiecznie chodził po oświetlonej łące, oboje otoczeni zielonymi obłokami drzew, spośród których gdzieniegdzie, jak para czarnych brylantów, błyskają ciekawe oczy ptaka. Że on już zawsze będzie pełen niezmiernej ciszy, ona zawsze tak rozmarzona i oblana rumieńcem, że przed nimi zawsze, jak teraz, będą lecieć całujące się w powietrzu te oto dwa białe motyle.
Byli w połowie drogi do Pomarańczarni, kiedy panna Izabela, widać już zakłopotana tym spokojem w naturze i między nimi, poczęła mówić:
-Prawda, jaki ładny dzień? W mieście upał, tu przyjemny chłód. Bardzo lubię Łazienki o tej godzinie: mało osób, więc każdy może znaleźć kącik wyłącznie dla siebie. Pan lubi samotność?
- Nawykłem do niej.
- Pan nie był na Rossim?.. - dodała rumieniąc się jeszcze mocniej. - Rossiego nie widział pan?... - powtórzyła patrząc mu w oczy ze zdziwieniem.
- Nie byłem, ale... będę...
- My z ciocią byłyśmy już na dwu przedstawieniach.
- Będę na każdym...
- Ach, jak to dobrze! Przekona się pan, co to za wielki artysta. Szczególniej znakomicie gra Romea, chociaż... już nie jest pierwszej młodości... Ciocia i ja znamy go osobiście jeszcze z Paryża... Bardzo miły człowiek, ale nade wszystko genialny tragik... W jego grze najprawdziwszy realizm kojarzy się z najpoetyczniejszym idealizmem...
- Musi być istotnie wielkim - wtrącił Wokulski - jeżeli budzi w pani tyle podziwu i sympatii.
- Ma pan słuszność. Wiem, że w życiu nie zrobię nic nadzwyczajnego, ale umiem przynajmniej oceniać ludzi niezwykłych... Na każdym polu... nawet - na scenie... Niech pan sobie jednak wyobrazi, że Warszawa nie ocenia go jak należy?...
- Czy podobna?... Jest przecie cudzoziemcem...

- A pan jest złośliwy - odparła z uśmiechem - ale policzę to na karb Warszawy, nie Rossiego... Doprawdy, wstydzę się za nasze miasto!... Ja gdybym była publicznością (ale
Strony: