Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- Hum!... hum!... - mówi adwokat, tęsknie spoglądając na drzwi. - Pan żąda zbyt wysokiej ceny... Sto dwadzieścia tysięcy za dom, za który dawano sześćdziesiąt...
- Ależ, panie, on kosztował mnie sto tysięcy...
- Tak... Hum!... hum!... Trochę pan przepłacił...
- Ja też - przerywa mu pan Łęcki - żądam tylko stu dziesięciu... I zdaje mi się, że kiedy jak kiedy, ale w tym razie powinien by mi pan adwokat dopomóc... Są przecież jakieś sposoby, których ja nie znam nie będąc prawnikiem...
- Hum!... hum!... - mruczy adwokat. Na szczęście jeden z kolegów(odziany również we frak ze srebrnym znaczkiem) wywołuje go z sali; w minutę zaś później zbliża się do pana Łęckiego jegomość w szafirowych okularach, z miną zakrystiana, i mówi:
- O co panu chodzi, panie hrabio?... Żaden adwokat nie podbije panu ceny domu... Od tego ja jezdem... Desz pan hrabia dwadzieścia rubli na koszta i jeden procent od każdego tysiąca nad sześćdziesiąt tysięcy...
Pan Łęcki patrzy na zakrystiana z wielką pogardą; kładzie nawet obie ręce w kieszenie spodni (co jemu samemu wydaje się dziwnym)i mówi:
- Dam jeden procent od każdego tysiąca wyżej nad sto dwadzieścia tysięcy rubli...
Zakrystian w szafirowych okularach kłania się, poruszając przy tym lewą łopatką, i odpowiada:
- Przepreszem pana hrabiego...
- Stój! - przerywa pan Łęcki. - Wyżej nad sto dziesięć...
- Przepreszem.
- Nad sto.
- Przepreszem.
- Niech was pioruny!....Więc ile chcesz?...
- Jeden procencik od sumy wyższej nad siedemdziesiąt i dwadzieścia rubelków na koszta...- mówi kłaniając się do ziemi zakrystian.
- Dziesięć rubli weźmiesz? - pyta fiołkowy z gniewu pan Łęcki.
- Ja i rubelkiem nie pogardzę...
Pan Łęcki wydobywa wspaniały pugilares, z niego cały pęk szeleszczących dziesięciorublówek i jedną z nich daje zakrystianowi, który schyla się do ziemi.
- Zobaczy jaśnie wielmożny pan... - szepcze zakrystian.
Obok pana Ignacego stoi dwóch Żydów: jeden wysoki, śniady, z brodą tak czarną, że wpada w kolor granatowy, drugi łysy, z tak długimi faworytkami, że walają mu klapy surduta. Dżentelmen z faworytami na widok dziesięciorublówek pana Łęckiego uśmiecha się i mówi półgłosem do pięknego bruneta:
- Pan wydzysz te pyniądze u ten szlachcic... Pan słyszysz, jak ony klaskają?... Ony tak czeszą szę, że mnie widzą... Pan to rozumysz, panie Cynader?..
- Łęcki jest pański klient? - pyta piękny brunet.
- Dlaczego on nie ma bycz mój?
- Co on ma? - mówi brunet.
- On ma... on ma - szostre w Krakowie, która, rozumysz pan, zapysała dla jego córki...
- A jeżeli ona nic nie zapisała?...
Dżentelmen z faworytami na chwilę tropi się.
- Tylko mi pan nie mów takie głupie gadanie!... Dlaczego szostra z Krakowa nie ma im zapysać, kiedy ona jest chora?..
- Ja nic nie wiem - odpowiada piękny brunet. (Pan Ignacy przyznaje w duchu, że tak pięknego mężczyzny nigdy jeszcze nie widział.)

Ale on ma córkę, panie Cynader... - mówi niespokojnie właściciel bujnych faworytów. - Pan zna jego córkę, tę pannę Izabelę, panie Cynader?... Ja sam dałbym jej, no bez targu, sto rubli...
Strony: