Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- Ja bym dał sto pięćdziesiąt - mówi piękny brunet - ale swoją drogą Łęcki to niepewny interes.
- Niepewny?... A pan Wokulski to co?...
- Pan Wokulski, no... to jest wielki interes - odpowiada brunet. - Ale ona jest głupia i Łęcki jest głupi, i oni wszyscy są głupi. I oni zgubią tego Wokulskiego, a on im nie da rady...
Panu Ignacemu pociemniało w oczach.
"Jezus, Maria! - szepcze. - Więc już nawet przy licytacjach mówią o Wokulskim i o niej... I jeszcze przewidują, że go zgubi... Jezus Maria!..." ,
Około stołu zajętego przez komorników robi się mały zamęt; wszyscy widzowie pchają się w tamtym kierunku. Stary Szlangbaum również zbliża się do stołu, a po drodze kiwa na zniszczonego Żydka i nieznacznie mruga na okazałego pana, z którym niedawno rozmawiał w cukierni.
Współcześnie wbiega adwokat pani Krzeszowskiej; nie patrząc na nią zajmuje miejsce przed stołem i mruczy do komornika:
- Prędzej, panie, prędzej, bo dalibóg! nie mam czasu...
W kilka zaś minut po adwokacie wchodzi do sali nowa grupa osób. Jest tam para małżonków należących, zdaje się, do profesji rzeźniczej, jest stara dama z kilkunastoletnim wnukiem i dwu panów: jeden czerstwy i siwy, drugi kędzierzawy, wyglądający na suchotnika. Obaj mają potulne fizjognomie i podniszczone odzienia, lecz na ich widok Żydzi poczynają szemrać i pokazywać palcami z wyrazem podziwu i szacunku.
Obaj stają tak blisko pana Ignacego, że ten mimo woli musi wysłuchać rad, jakich siwy jegomość udziela kędzierzawemu:
- Rób, mówię tobie, Ksawery, jak ja. Ja nie śpieszę się, jak Boga kocham. Już trzy lata, mówię tobie, chcę kupić niewielki domik, ot taki sobie za sto, za dwieście tysięcy, na stare lata, ale nie śpieszę się. Wyczytuję ja sobie, które chaty idą na licytacje, ogląduję ja ich sobie powoli, kalkuluję ja sobie w głowie, a potem - zachodzę ja sobie tu i słucham, co ludzie dają. I kiedy, mówię tobie, już nabrałem doświadczenia i w tym roku chciałem już co kupić, ceny jak raz w niepraktykowany sposób skoczyły, psiakrew, i muszę na nowo kalkulować... Ale jak we dwu poczniem się przysłuchiwać, to mówię tobie; ubijemy interes...
- Czycho!... - zawołano od stołu.
W sali ucichło, a pan Ignacy słucha opisu kamienicy położonej tui tu, mającej trzy oficyny i trzy piętra, plac, ogród itd. W trakcie tego ważnego aktu pan Łęcki robi się na przemian blady i fioletowy, a pani Krzeszowska co chwilę podnosi do nosa kryształowy flakonik w złotej oprawie.
- Znam ten dom! - wykrzykuje nagle jegomość w szafirowych okularach z miną zakrystiana. - Znam ten dom!... Z zamkniętymi oczami wart sto dwadzieścia tysięcy rubli...
- Co pan zawracasz! - odzywa się stojący obok baronowej Krzeszowskiej pan z fizjognomią łajdaka. - Co to za dom?... Rudera... trupiarnia!...
Pan Łęcki robi się bardzo fioletowy. Kiwa na zakrystiana i pyta go szeptem:
- Kto jest tamten łotr?... - Tamten?... - pyta zakrystian. - To szubrawczyna!... Niech pan hrabia nie zważa na niego I mówi na cały głos: - Słowo honoru, za ten dom śmiało można dać sto trzydzieści tysięcy...
- Kto jest ten nikczemnik? - pyta baronowa jegomościa z łajdacką miną. - Kto jest ten w niebieskich okularach?...
- Tamten?... - odpowiada zapytany. - To znany szubrawiec... niedawno siedział na Pawiaku... Niech pani na niego nie zważa... Plunąć nie warto...
- Cicho tam!... - woła urzędowy głos od stołu.
Zakrystian mruga na pana Łęckiego uśmiechając się familiarnie i pcha się do stołu między licytantów. Jest ich czterech: adwokat baronowej, okazały pan, stary Szlangbaum i zniszczony Żydek, obok którego staje zakrystian.

Strony: