Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

lichwiarzom, że nie śmie z nimi walczyć nawet przy licytacji... A co mnie najwięcej boli, powiem ci, to okoliczność, że za tym nędznym Szlangbaumem może ukrywać się jaki chrześcijanin, nawet arystokrata...
Głos znowu zaczął mu się stłumiać i znowu na twarz wystąpiło sinawe zabarwienie. Usiadł i napił się wody.
- Podli!... podli!.. - szeptał.
- Niech się pan uspokoi - rzekł Wokulski. - Ile mi pan da gotówką?
- Prosiłem adwokata naszego księcia (bo mój adwokat to łajdak), ażeby odebrał należną mi sumę i tobie doręczył ją, panie Stanisławie...Razem trzydzieści tysięcy. A że obiecujesz mi od nich dwadzieścia procent, więc mam sześć tysięcy rubli rocznie na całe utrzymanie. Nędza... ruina!...
- Sumę pańską - odpowiedział Wokuĺski - mogę umieścić w lepszym interesie. Będzie pan miał dziesięć tysięcy rocznie...
- Co mówisz?...
- Tak. Trafia mi się wyjątkowa okazja...
Pan Tomasz zerwał się z fotelu.
- Zbawco... dobrodzieju!... - mówił wzruszonym głosem. - Jesteś najszlachetniejszym z ludzi... Ale - dodał cofając się i rozkładając ręce - czy tylko ty nie stracisz?...
- Ja?... Przecież jestem kupcem.
- Kupiec!... Także mi mów!... - zawołał pan Tomasz: - Dzięki tobie przekonałem się, że wyraz kupiec jest dziś synonimem wielkoduszności, delikatności, bohaterstwa... zacny!...
I rzucił mu się na szyję, omal nie płacząc. Wokulski po raz trzeci usadowił go na fotelu, a w tej chwili zapukano do drzwi.
- Proszę.
Wszedł Henryk Szlangbaum, blady, z błyskawicami w oczach. Stanął przed panem Tomaszem i kłaniając mu się rzekł:
- Panie - ja jestem Szlangbaum, właśnie syn tego "podłego" lichwiarza, na którego pan tyle wymyślał w sklepie przy moich kolegach i gościach...
- Panie... nie wiedziałem... wszelką satysfakcję jestem gotów...a najpierwej - przepraszam... Byłem bardzo zirytowany... - mówił wzruszony pan Tomasz.
Szlangbaum uspokoił się.
- Proszę pana - odparł - zamiast dawać mi satysfakcję, niech pan posłucha, co powiem. Dlaczego mój ojciec kupił pański dom? o tona dziś mniejsza. Że zaś pana nie oszukał - dam stanowczy dowód. Ojciec natychmiast odstąpi panu ten dom za dziewięćdziesiąt tysięcy...Więcej powiem - wybuchnął - nabywca odda go panu za siedemdziesiąt...
- Henryku!... - wtrącił Wokulski.
- Już skończyłem. Żegnam pana - odpowiedział Szlangbaum i nisko ukłoniwszy się panu Tomaszowi wyszedł z pokoju.
- Co za przykra farsa! - odezwał się po chwili pan Tomasz. -Istotnie, wypowiedziałem w sklepie parę gorzkich wyrazów o starym Szlangbaumie, ale pod słowem, nie wiedziałem, że jego syn tu jest... Zwróci mi dom za siedemdziesiąt tysięcy, za który dal dziewięćdziesiąt... Paradny!... Cóż ty na to, panie Stanisławie?..
- Może dom naprawdę wart tylko dziewięćdziesiąt... - nieśmiało odpowiedział Wokulski. Pan Tomasz zaczął zapinać na sobie odzież i krawat.
- Dziękuję ci, panie Stanisławie - mówił - i za pomoc, i za zajęcie się moimi interesami... Co za farsa z tym Szlangbaumem!... Ale... ale... Belcia prosi cię jutro na obiad... Pieniądze odbierz od adwokata naszego księcia, a co do procentu, który będziesz łaskaw...
- Wypłacę go natychmiast z góry za pół roku.
- Bardzo ci wdzięczny jestem - ciągnął pan Tomasz całując go w oba policzki. - No, do widzenia zatem, do jutra... A nie zapomnij o obiedzie...

Strony: