Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- Co się pan tak rozbijasz, panie kamerdyner?...
Blada z gniewu panna Izabela biegła do sypialni ojca. Zastąpiła jej drogę panna Florentyna.
- Dajże spokój, Belciu - mówiła składając ręce - ojciec taki chory...
- Zapewniłam tego człowieka, że wszystkie długi będą spłacone, i muszą być spłacone... Choćbyśmy mieli nie jechać do Paryża...
Właśnie pan Tomasz w pantoflach i bez surduta z wolna przechadzał się po sypialni, kiedy weszła córka. Spostrzegła, że ojciec wygląda bardzo mizernie, że ma obwisłe ramiona, obwisłe siwe wąsy, obwisłe powieki i jest pochylony jak starzec; ale uwagi te powstrzymały ją tylko od wybuchu, nie zaś od załatwienia interesu.
- Przepraszam cię, Belu, że mnie widzisz w takim negliżu... Cóż się stało?...
- Nic, ojcze - odparła hamując się. - Był tu jakiś Żyd...
- Ach, pewnie ten Szpigelman... Dokuczliwa bestia jak komar w lesie!... - zawołał pan Tomasz chwytając się za głowę. - Niech jutro przyjdzie...
- Właśnie przyjdzie, on i... inni...
- Dobrze... bardzo dobrze... Dawno już myślałem załatwić ich...No, chwała Bogu, że ochłodziło się chociaż trochę...
Panna Izabela była zdumiona spokojem ojca i jego złym wyglądem. Zdawało się, że od południa przybyło mu kilka lat wieku. Usiadła na krześle i oglądając się po sypialni spytała jakby od niechcenia:
- Dużo im papo winien?
- Niewiele... drobiazg... parę tysięcy rubli...
- To są te pieniądze, o których mówiła ciotka, że je ktoś w marcu wykupił?..
Pan Łęcki stanął na środku pokoju i strzeliwszy palcami zawołał:
- A bodajże cię!... O tamtych na śmierć zapomniałem...
- Zatem mamy więcej długów niż parę tysięcy?... - Tak... tak... Trochę więcej... Myślę, że pięć do sześciu tysięcy... Poproszę poczciwego Wokulskiego, to mi to załatwi...
Panna Izabela mimo woli wstrząsnęła się.
- Szpigelman mówił - rzekła po chwili - że od naszej sumy nie można mieć dziesięciu tysięcy rubli procentu. Najwyżej trzy tysiące, i to na niepewnej hipotece...
- Ma rację - na hipotece, ale przecież handel to nie hipoteka... Handel może dać trzydzieści od trzydziestu... Ale... a skąd Szpigelman wie o naszym procencie? - spytał pan Tomasz zamyśliwszy się nieco.
- Ja mu powiedziałam niechcący... - tłomaczyła się zarumieniona panna Izabela.
- Szkoda, żeś mu to powiedziała... wielka szkoda!... o takich rzeczach lepiej nie mówić...
- Czy to co złego? - szepnęła.
- Złego?... No, nic złego, mój Boże... Ale zawsze lepiej, gdy ludzie nie znają ani wysokości, ani źródła dochodów... Baron, wreszcie sam marszałek nie mieliby reputacji milionerów i filantropów, gdyby znano wszystkie ich sekreta...
- Dlaczegóż to, ojcze?... - Dziecko jeszcze jesteś - mówił nieco zakłopotany pan Tomasz - jesteś idealistka, więc... mogłoby cię to zrazić do nich... Ale masz przecie rozum. Baron, widzisz, utrzymuje jakąś spółkę z lichwiarzami, a fortuna marszałka urosła głównie ze szczęśliwych pogorzeli, no... i trochę z handlu bydłem w czasie wojny sewastopolskiej...
- Więc tacy są moi konkurenci?... - szepnęła panna Izabela.
- To nic nie znaczy, Belu!... Mają pieniądze i duży kredyt, a to główna rzecz - uspakajał ją pan Tomasz.
Panna Izabela potrząsnęła głową, jakby chcąc odpędzić przykre myśli.
- Więc my, papo, już nie pojedziemy do Paryża...
- Dlaczego, moje dziecko, dlaczego?...
- Jeżeli papo zapłaci pięć albo sześć tysięcy tym Żydom...

Strony: