Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- Doprawdy, panie Stanisławie - mówił, lekko łkając - widzę, że najlepsze stosunki... mogą zepsuć pieniądze... Czy ja mam ci za złe, żeś kupił ten dom?... Czy ja robię ci wyrzuty?... Ty zaś przemawiasz do mnie tak, jakbyś się obraził.
- Przepraszam pana - przerwał Wokulski. - Ale istotnie jestem trochę rozdrażniony... zapewne z gorąca...
- O, z pewnością! - zawołał pan Tomasz powstając z fotelu i ściskając go za rękę. - Więc... przebaczmy sobie nawzajem cierpkie słówka... Ja się na ciebie nie gniewam, bo wiem... co to jest upał...
Wokulski pożegnał go i wstąpił do salonu. Starskiego już tam nie było, panna Izabela siedziała sama. Zobaczywszy go podniosła się; twarz jej była pogodniejsza.
- Pan wychodzi? - Właśnie chcę panią pożegnać.
- A o Rossim nie zapomni pan? - rzekła ze słabym uśmiechem.
- O, nie. Poproszę, ażeby mu oddano wieniec.
- Pan sam go nie wręczy?... Dlaczegóż to?... - Dziś w nocy jadę do Paryża - odpowiedział Wokulski.
Ukłonił się i wyszedł.
Przez chwilę panna Izabela stała zdumiona; następnie pobiegła do pokoju ojca.
- Co to znaczy, papo? Wokulski pożegnał się ze mną bardzo chłodno i powiedział, że - dziś w nocy wyjeżdża do Paryża.
- Co?... co?... co?... - zawołał pan Tomasz chwytając się oburącz za głowę. - On z pewnością obraził się...
- Ach... prawda!... Wspomniałam mu o kupnie naszej kamienicy...
- Chryste!... i cóżeś ty zrobiła?... A... wszystko stracone... Teraz rozumiem... Naturalnie, że się obraził... No - dodał po chwili - ale kto mógł przypuścić, że jest tak obraźliwy?... Taki sobie zwyczajny kupiec ...

 

TOM II

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY:

PAMIĘTNIK STAREGO SUBIEKTA

I wyjechał!... Pan Stanisław Wokulski, wielki organizator spółki do handlu przewozowego, wielki naczelnik firmy, która ma w obrocie ze cztery miliony rubli rocznie, wyjechał do Paryża jak pierwszy lepszy pocztylion do Miłosny... Jednego dnia mówił (do mnie samego), że nie wie, kiedy pojedzie, a na drugi dzień - szast... prast... i już go nie ma.
Zjadł elegancki obiadek u jaśnie wielmożnych państwa Łęckich, wypił kawę, wykłuł zęby i - jazda. Naturalnie. Pan Wokulski nie jest przecie lichym subiektem, który musi żebrać u pryncypała o urlop raz na kilka lat. Pan Wokulski jest kapitalistą, ma ze sześćdziesiąt tysięcy rubli rocznie, żyje za pan brat z hrabiami i książętami, pojedynkuje się z baronami i wyjeżdża, kiedy chce. A wy, moi płatni oficjaliści, kłopoczcie się o interesa. Przecie za to macie pensje i dywidendy.
I to jest kupiec?... To jest błazeństwo, mówię, nie kupiectwo!..
No, można wyjechać nawet do Paryża i nawet po wariacku, ale nie w takich czasach. Tu, panie, kongres berliński nawarzył piwa - tu, panie, Anglia, panie, za Cypr, Austria za Bośnię... Włochy krzyczą wniebogłosy: "Dajcie nam Triest, bo będzie źle!..." Tu już słyszę, panie w Bośni krew leje się potokami i (byle żniwa skończyć) wojna buchnie przed zimą jak amen w pacierzu... A on tymczasem daje nura do Paryża!...

Strony: