Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

niezwykle zdolni nie tylko nie mogą rozwijać się tam, ale wprost muszą ginąć." "No, już ja nie zginę!..." - mruknął głęboko zniechęcony.
I w tej chwili, po raz pierwszy, jasno zarysował mu się projekt niewracania do kraju.
"Sprzedam sklep - myślał - wycofam moje kapitały i osiądę w Paryżu. Nie będę zawadzał tym, którzy mnie nie chcą... Będę tu zwiedzał muzea, może wezmę się do jakiej specjalnej nauki i życie upłynie mi, jeżeli nie w szczęściu, to przynajmniej bez boleści..."
Powrócić go do kraju i zatrzymać w nim mógł już tylko jeden wypadek, jedna osoba... Ale ten wypadek nie nadchodził, a natomiast zdarzały się inne, coraz bardziej odsuwające go od Warszawy i coraz mocniej przykuwające do Paryża.

 

ROZDZIAŁ CZWARTY:

WIDZIADŁO

Pewnego dnia, jak zwykle, załatwiał się z interesantami w salonie przyjęć. Już odprawił jegomościa, który ofiarował się staczać za niego pojedynki, drugiego, który jako brzuchomówca chciał odegrać rolę w dyplomacji, i trzeciego, który obiecywał mu wskazać skarby zakopane przez sztab Napoleona I nad Berezyną, kiedy lokaj w błękitnym fraku zameldował:
- Profesor Geist.
- Geist?... - powtórzył Wokulski i doznał szczególnego uczucia. Przyszło mu na myśl, że żelazo za zbliżeniem się magnesu musi doznawać podobnych wrażeń.
- Prosić...
Po chwili wszedł człowiek bardzo mały i szczupły, z twarzą żółtą jak wosk. Na głowie nie miał ani jednego siwego włosa.
"Ile on może mieć lat?..." - pomyślał Wokulski.
Gość tymczasem bystro mu się przypatrywał, i tak siedzieli minutę, może dwie, taksując się nawzajem. Wokulski chciał ocenić wiek przybysza, Geist zdawał się badać go.
- Co pan rozkaże? - odezwał się wreszcie Wokulski.
Gość poruszył się na krześle.
- Co ja tam mogę rozkazać! - odparł wzruszając ramionami. -Przyszedłem żebrać, nie rozkazywać...
- Czym mogę służyć? - spytał Wokulski, twarz bowiem gościa wydała mu się dziwnie sympatyczną.
Geist przeciągnął ręką po głowie.
- Przyszedłem tu z czym innym - rzekł - a mówić będę o czym innym. Chciałem panu sprzedać nowy materiał wybuchowy...
- Ja go nie kupię - przerwał Wokulski.
- Nie?... - spytał Geist. - A jednak - dodał - mówiono mi, że panowie staracie się o coś podobnego dla marynarki. Zresztą mniejsza... Dla pana mam coś innego...
- Dla mnie? - spytał Wokulski, zdziwiony nie tyle słowami; ile spojrzeniem Geista.
- Onegdaj puszczałeś się pan balonem captif - mówił gość.
- Tak.
- Jesteś pan człowiek majętny i znasz się na naukach przyrodniczych.
- Tak - odparł Wokulski.
- I była chwila, że chciałeś pan wyskoczyć z galerii?... - pytał Geist.
Wokulski cofnął się z krzesłem.

- Niech pana to nie dziwi - mówił gość. - Widziałem w życiu około tysiąca przyrodników, a w moim laboratorium miałem czterech samobójców, więc znam się na tych klasach ludzi... Za
Strony: