Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- A skąd pan wiesz, że ja nie jestem łotrem?
- A skąd pan wiesz, że koń nie jest krową? - odpowiedział Geist. - W czasie moich przymusowych wakacji, które niestety, ciągną się po kilka lat, zajmuję się zoologią i specjalnie badam gatunek człowieka. W tej jednej formie, o dwu rękach, odkryłem kilkadziesiąt typów zwierzęcych począwszy od ostrygi i glisty, skończywszy na sowie i tygrysie. Więcej ci powiem: odkryłem mieszańce tych typów: skrzydlate tygrysy, węże z psimi głowami, sokoły w żółwich skorupach, co zresztą już przeczuła fantazja genialnych poetów. I dopiero wśród całej tej menażerii bydląt albo potworów gdzieniegdzie odnajduję prawdziwego człowieka, istotę z rozumem, sercem i energią. Pan, panie S i u z ę, masz niezawodnie cechy ludzkie i dlatego tak otwarcie mówię z panem; jesteś jednym na dziesięć, może na sto tysięcy...
Wokulski zmarszczył się, Geist wybuchnął:
- Co? może sądzisz pan, że pochlebiam ci dla wytumanienia kilku franków?... Jutro będę jeszcze raz u pana i przekonam cię, jak w tej chwili jesteś niesprawiedliwy i głupi...
Zerwał się z krzesła, ale Wokulski zatrzymał go.
- Nie gniewaj się, profesorze - rzekł - nie chciałem pana obrazić. Ale mam tu prawie co dzień wizyty różnego gatunku filutów...
- Jutro przekonam pana, żem nie filut ani wariat - odpowiedział Geist. - Pokażę ci coś, co widziało zaledwie sześciu albo siedmiu ludzi, którzy... już nie żyją... O, gdyby oni żyli!... - westchnął.
- Dlaczego dopiero jutro?
- Dlatego, że mieszkam daleko stąd, a nie mam na fiakra.
Wokulski uścisnął go za rękę.
- Nie obrazisz się, profesorze? - spytał - jeżeli...
- Jeżeli dasz mi na fiakra?... Nie. Wszakże z góry powiedziałem ci, że jestem żebrakiem, i kto wie, czy nie najnędzniejszym w Paryżu?...
Wokulski podał mu sto franków.
- Daj spokój - uśmiechnął się Geist - wystarczy dziesięć... Kto wie, czy jutro nie dasz mi stu tysięcy... Duży masz majątek?
- Około miliona franków.
- Milion! - powtórzył Geist chwytając się za głowę. - Za dwie godziny wrócę tu. Bodajbym stał ci się tak potrzebny, jak ty mnie jesteś...
- W takim razie może pozwolisz, profesorze, do mego numeru, na trzecie piętro. Tu lokal urzędowy...
- Wolę, wolę na trzecie piętro... Za dwie godziny będę - odparł Geist i szybko wybiegł z pokoju. Po chwili ukazał się Jumart.
- Wynudził pana stary - rzekł do Wokulskiego - co?.
- Cóż to za człowiek? - spytał niedbale Wokulski. Jumart wyciągnął naprzód dolną wargę.
- Wariat to on jest - odparł - ale jeszcze za moich studenckich czasów był wielkim chemikiem. No i porobił jakieś wynalazki, ma nawet podobno kilka dziwnych okazów, ale...
Stuknął się palcem w czoło.
- Dlaczego nazywacie go wariatem?
- Nie można inaczej nazywać człowieka - odpowiedział Jumart - który sądzi, że uda mu się zmniejszyć ciężar gatunkowy ciał czy tylko metalów, bo już nie pamiętam...
Wokulski pożegnał go i poszedł do swego numeru.
"Cóż to za dziwne miasto - myślał - gdzie znajdują się poszukiwacze skarbów, najemni obrońcy honoru, dystyngowane damy, które handlują tajemnicami, kelnerzy rozprawiający o chemii i chemicy, którzy chcą zmniejszać ciężar gatunkowy ciał!..."
Przed piątą w numerze zjawił się Geist; był jakiś rozdrażniony i zamknął za sobą drzwi na klucz.

Strony: