Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- Panie Siuzę - rzekł - wiele mi na tym zależy, ażebyśmy się porozumieli.:. Powiedz mi, czy masz jakie obowiązki: żonę, dzieci? - Chociaż - nie zdaje mi się...
- Nie mam nikogo.
- I majątek masz? Milion...
- Prawie.
- A powiedz mi - mówił Geist - dlaczego ty myślisz o samobójstwie?...
Wokulski wstrząsnął się.
- To było chwilowe - rzekł. - Doznałem zawrotu w balonie...
Geist kręcił głową.
- Majątek masz - mruczał - o sławę, przynajmniej dotychczas, nie dobijasz się... Tu musi być kobieta!... - zawołał.
- Może - odparł Wokulski, bardzo zmieszany.
- Jest kobieta! - rzekł Geist. - To źle. O niej nigdy nie można wiedzieć: co zrobi i dokąd zaprowadzi... W każdym razie słuchaj - dodał patrząc mu w oczy. - Gdyby ci kiedy jeszcze raz przyszła ochota próbować... Rozumiesz?... Nie zabijaj się, ale przyjdź do mnie...
- Może zaraz przyjdę... - rzekł Wokulski spuszczając oczy.
- Nie zaraz! - odparł żywo Geist. - Kobiety nigdy nie gubią ludzi od razu. Czy już skończyłeś z tamtą osobą rachunki?..
- Zdaje mi się...
- Aha! dopiero zdaje ci się. To źle. Na wszelki wypadek zapamiętaj radę. W moim laboratorium bardzo łatwo można zginąć, i jeszcze jak!...
- Coś pan przyniósł, profesorze? - zapytał go Wokulski.
- Źle! źle!... - mruczał Geist. - Muszę szukać kupca na mój materiał wybuchowy. A myślałem, że połączymy się...
- Pierwej pokaż pan, coś przyniósł - przerwał Wokulski.
- Masz rację... - odparł Geist i wydobył z kieszeni średniej wielkości pudełko. - Zobacz - rzekł - za co to ludzi nazywają szaleńcami!...
Pudełko było z blachy, zamknięte w szczególny sposób; Geist po kolei dotykał sztyftów osadzonych w różnych punktach, od czasu do czasu rzucając na Wokulskiego spojrzenia gorączkowe i podejrzliwe. Raz nawet zawahał się i zrobił taki ruch, jakby chciał schować pudełko; ale opamiętał się, dotknął jeszcze paru szyftów i - wieko odskoczyło.
W tej chwili opanował go nowy atak podejrzliwości. Starzec padł na kanapę, ukrył pudełko za siebie i trwożnie spoglądał to na pokój, to na Wokulskiego.
- Głupstwa robię!... - mruczał. - Co za nonsens narażać wszystko dla pierwszego lepszego z ulicy...
- Nie ufasz mi pan?... - spytał niemniej wzruszony Wokulski.
- Nikomu nie ufam - mówił zgryźliwie starzec. - Bo jaką mi dać kto może rękojmię?... Przysięgę czy słowo honoru?... Za stary jestem, aby wierzyć w przysięgi... Tylko wspólny interes jako tako zabezpiecza od najpodlejszej zdrady, a i to nie zawsze...
Wokulski wzruszył ramionami i usiadł na krześle.
- Nie zmuszam pana - rzekł - do dzielenia się ze mną twoimi kłopotami. Mam dosyć własnych. Geist nie spuszczał z niego oka, lecz stopniowo uspakajał się. W końcu odezwał się:
- Przysuń się tu do stołu... Spojrzyj, co to jest?
Pokazał mu metalową kulkę ciemnej barwy.
- Zdaje mi się, że to jest metal drukarski.
- Weź w rękę... Wokulski wziął kulkę i aż zdziwił się, tak była ciężka.
- To jest platyna - rzekł.
- Platyna? powtórzył Geist z drwiącym uśmiechem. - Oto masz platynę...

Strony: