Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

W bocznej alei, przy folwarku, spotkał panie, z którymi była prezesowa i jej pokojówka ze swym koszem.
- A, jesteś - rzekła staruszka do Wokulskiego - to dobrze. Poczekajcież tutaj na Ewelinkę z baronem, który ją może nareszcie znajdzie - dodała lekko marszcząc brwi - a my z Kazią pójdziemy do koni.
- Pan Wokulski mógłby także poczęstować cukrem swego konia, który tak go dziś dobrze nosił - wtrąciła nieco zadąsana pani Wąsowska.
- Dajże mu spokój - przerwała prezesowa. - Mężczyźni lubią tylko jeździć, ale nie pieścić się.
- Niewdzięcznicy! - szepnęła pani Wąsowska podając rękę prezesowej. Odeszły i wkrótce znikły za furtką. Pani Wąsowska obejrzała się, lecz spostrzegłszy, że Wokulski patrzył na nią, szybko odwróciła głowę.
- Czy szukamy narzeczonych? - spytała panna Izabela.
- Jak pani każe - odparł Wokulski.
- To może lepiej zostawić ich w spokoju. Podobno szczęśliwi nie lubią świadków. - Pani nigdy nie była szczęśliwa?...
- Ach, ja!... Owszem... Ale nie w ten sposób jak Ewelinka i baron. Wokulski uważnie spojrzał na nią. Była zamyślona i spokojna jak posągí greckich bogiń. ",No, już ta nie będzie oszukiwać" - pomyślał Wokulski. Szli jakiś czas w milczeniu ku najdzikszej stronie parku. Kiedy niekiedy spomiędzy starych drzew mignęło okno pałacu, połyskując czerwonymi blaskami zachodu.
- Pan był pierwszy raz w Paryżu? - spytała panna Izabela.
- Pierwszy.
- Prawda, jakie to cudowne miasto?!... - zawołała nagle, patrząc mu w oczy. - Niech mówią, co chcą, ale Paryż, nawet zwyciężony, nie przestał być stolicą świata. Czy i na panu zrobił takie wrażenie?...
- Imponujące. Zdaje mi się, że po kilkutygodniowym pobycie przybyło mi sił i odwagi. Naprawdę, tam dopiero nauczyłem się być dumnym z tego, że pracuję.
- Niech mi pan to objaśni.
- Bardzo łatwo. U nas praca ludzka wydaje mierne rezultaty: jesteśmy ubodzy i zaniedbani. Ale tam praca jaśnieje jak słońce. Cóż to za gmachy, od dachów do chodników pokryte ozdobami jak drogocenne szkatułki. A te lasy obrazów i posągów, całe puszcze machin, a te odmęty wyrobów fabrycznych i rękodzielniczych!... Dopiero w Paryżu zrozumiałem, że człowiek jest tylko na pozór istotą drobną i wątłą. W rzeczywistości jest to genialny i nieśmiertelny olbrzym, który z równą łatwością przerzuca skały, jak i rzeźbi z nich coś subtelniejszego od koronek.
- Tak odpowiedziała panna Izabela. - Arystokracja francuska miała możność i czas stworzyć te arcydzieła.
- Arystokracja?... - spytał Wokulski. Panna Izabela zatrzymała się w alei.
- Chyba nie zechce pan twierdzić, że galerie Luwru stworzyła Konwencja albo przedsiębiorcy artykułów paryskich?
- Z pewnością, że nie, ale też nie stworzyli ich magnaci. Jest to zbiorowe dzieło francuskich budowniczych, mularzy, cieślów, wreszcie malarzy i rzeźbiarzy całego świata, którzy nic wspólnego nie mają z arystokracją. Wyborne jest to wieńczenie próżniaków zasługami i pracą ludzi genialnych, a choćby tylko - pracujących!...
- Próżniacy i arystokracja! - zawołała panna Izabela. - Myślę, że zdanie to jest raczej silne aniżeli słuszne.
- Pozwoli mi pani zadać jedno pytanie? - spytał Wokulski.
- Słucham.

- Naprzód cofnę wyraz: próżniacy, jeżeli on panią razi, a następnie... Niech mi pani raczy wskazać człowieka z tej sfery, o jakiej mówimy, który by coś robił?... Znam tych panów
Strony: