Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

że kupował papier i jeszcze mi do tej pory nie dopłacił czterdzieści groszv za pisanie. A o zakręty to tak się dopominał...
- I na kamieniu potrafisz pisać?
- Niby wklęsło, nie wypukło?... Co nie mam potrafić. Podjąłbym się pisania nawet na żelazie, a choćby na szkle i literami, jakimi chcąc: pisanymi, drukowanymi; niemieckimi, żydowskimi... Przecie ja tu, nie chwaląc się, wszystkie szyldy malowałem w mieście.
- I tego krakowiaka, co wisi nad szynkiem?
- A jużci.
-A gdzieżeś ty widział takiego krakowiaka?
- U pana Zwolskiego jest furman, co się nosi z krakowska, więcem se jego obejrzał.
- I widziałeś, że ma obie nogi na lewym boku?
- Proszę łaski pana, ludzie z prowincji nie patrzą na nogi, ino na butelkę. Jak dojrzy butelkę i kieliszek, to już nie chybi, ale trafi prosto do Szmula.
Wokulskiemu coraz więcej podobał się rezolutny chłopak.
- Nic ożeniłeś się jeszcze? - zapytał go.
- Nie. z taką, co chodzi w chustce, to ja się nie ożenię, a kapeluszowa mnie by nie chciała.
- I cóż tu robisz, kiedy nie ma szyldów do malowania?
- O tak, panie: trochę to, trochę owo, a razem nic. Dawniej robiłem stolarszczyznę i nie mogłem nadążyć. Za jakie parę lat odłożyłbym z tysiąc rubli. Ale spaliłem się tamtego roku i już nie mogę przyjść do siebie. Drzewo, warsztaty, wszystko poszło na węgiel, a mówię łasce pana, był taki ogień, że najtwardsze pilniki stopiły się jak smoła. Kiedym spojrzał na pogorzel, tom ino plunął ze złości, ale dziś nawet mi szkoda tej śliny...
- Odbudowałeś się? Masz warsztat?
- Ehe! panie... Odbudowałem w ogrodzie chałupę jak barak, żeby matka miała gdzie gotować, ale warsztaty... Toż by na to, panie, trzeba pięćset rubli gotowego grosza, słowo honoru daję, jak mi Bóg miły...Ileż to przecie lat ojciec nieboszczyk harował, nim postawił dom i zebrał naczynie.
Zbliżali się do ruin. Wokulski rozmyślał.
- Słuchaj, Węgiełek - rzekł nagle - podobasz mi się. Będę w tej okolicy - dodał, cicho wzdychając - będę jeszcze z tydzień... A jeżeli wyrzeźbisz mi dobrze napis, wezmę cię do Warszawy na jakiś czas...Tam przekonam się, co jesteś wart, i... może odnajdą się twoje warsztaty.
Chłopak pochylał głowę na prawo i na lewo, przypatrując się Wokulskiemu. Nagle przyszło mu na myśl, że musi to być bardzo bogaty pan, a może nawet z takich panów, których niekiedy Bóg zsyła, ażeby opiekowali się ludźmi biednymi, i - zdjął czapkę.
- Cóżeś stanął? Nakryj głowę... - rzekł Wokulski.
- Przepraszam pana... może ja co złego powiedziałem?... Ale u nas, panie, to tacy panowie nie bywają... Podobno bywali dawnymi czasy...Nawet ojciec nieboszczyk gadał, że sam widział takiego pana, co wziął z Zasławia sierotę i zrobił z niej wielką panią, a jegomości zostawił tyle pieniędzy, że z nich wybudowali nową dzwonnicę...
Wokulski uśmiechał się patrząc na zakłopotaną minę chłopaka i z dziwnym uczuciem myślał, że za swój jednoroczny dochód mógłby uszczęśliwić stu kiĺkudziesięciu takich jak ten oto...
"Pieniądz naprawdę jest wielką potęgą, tylko trzeba go umieć użyć..." Byli już pod górą zamkową, kiedy z sąsiedniej odezwał się głos panny Felicji:
- Panie Wokulski, my tu jesteśmy!...
Wokulski podniósł oczy i zobaczył między dębami wesoły ogień, dokoła którego siedziało zasławskie towarzystwo. O kilkanaście kroków z boku chłopak kredensowy i pokojówka nastawiali samowar.
- Niech pan zaczeka, idę do pana! - zawołała panna Izabela podnosząc się z dywanu.
Starski podskoczył do niej.

Strony: