Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- Sprowadzę kuzynkę - rzekł.
- O, dziękuję, sama zejdę -odpowiedziała panna Izabela cofając się. Potem zaczęła iść ze stromej ściany z taką swobodą i wdziękiem, jakby to była ulica w parku.
"Podły jestem z moimi posądzeniami" - szepnął Wokulski. W tej chwili przywidziało mu się, że jakiś tajemniczy głos każe mu robić wybór między tysiącami takich jak Węgiełek, którzy potrzebują pomocy, i jedną kobietą, która schodziła tam z góry.
"Już zrobiłem wybór!..." - pomyślał Wokulski.
- Ale do zamku nie wejdę sama, musi mi pan podać rękę - rzekła panna Izabela stanąwszy przy Wokulskim.
- Może państwo pozwolą lżejszą drogą - odezwał się Węgiełek.
- Prowadź!
Okrążyli górę i poczęli wspinać się na jej szczyt łożyskiem wyschłego potoku.
- Jaki dziwny kolor tych kamieni - odezwała się panna Izabela patrząc na kawały wapienia poplamionego brunatnymi piętnami.
- Ruda żelazna - odparł Wokulski.
- O nie - wtrącił Węgiełek - to nie ruda, to krew...
Panna Izabela cofnęła się.
- Krew?... - powtórzyła.
Stanęli na szczycie wzgórza, zasłonięci od reszty towarzystwa walącym się murem. Z tego miejsca widać było dziedziniec zamkowy zarośnięty cierniem i berberysem. Pod jedną z wież stał oparty o jej ścianę olbrzymi granit.
- Oto jest kamień - rzekł Wokulski.
- Ach, ten.., Ciekawam, jak go tu wnieśli?... Mój człowieku, co mówiliście o krwi? - spytała panna Izabela Węgiełka.
- To dawna historia - odparł Węgiełek - jeszcze mi ją dziaduś opowiadał... Wreszcie tu wszyscy o niej wiedzą.
- Opowiedzcie ją - nalegała panna Izabela. - Między ruinami bardzo lubię słuchać legend. Nad Renem pełno tego...
Weszła na dziedziniec, ostrożnie wymijając cierniste krzaki, i usiadła na kamieniu.
- Opowiedzcie historię o tej krwi...
Węgiełek wcale nie zmieszał się tą propozycją; owszem, uśmiechnął się i zaczął:
- W dawnych czasach, kiedy jeszcze mój dziaduś łapał ptaki między dębami, po tych kamieniach, cośmy nimi szli, płynęła woda. Teraz ona pokazuje się tylko na wiosnę albo po wielkim deszczu, ale za małości dziadusia szła przez cały rok. I był strumień w tym miejscu.
Na dnie potoku, jeszcze za małości dziadusia, leżał jeden spory kamień, jakby nim kto dziurę zatykał. W rzeczy samej była tam dziura, właśnie nawet okno do podziemiów, gdzie są zachowane wielkie skarby, jakich by na całym świecie nie znalazł. A między tymi majątkami, na szczerozłotym łóżku, śpi panna, może nawet jaka hrabini, bardzo śliczności i bogato odziana. Mówią, że za to samo, co ona ma we włosach, kupiłby wszystkie dobra od Zasławia do Otrocza.
Ta zaś panna śpi przez taki interes, że jej ktoś wbił złotą szpilkę w głowę, może ze zbytków, a może i z nienawiści; Bóg ich tam wie. Tak śpi i nie ocknie się, dopóki jej kto szpilki z głowy nie wyciągnie i potem się z nią nie ożeni. Ale to rzecz ciężka i nawet niebezpieczna, bo tam w podziemiach pilnują skarbów i samej panny różne straszydła. A jakie one są, to wiem dobrze, bo póki mi się dom nie spalił, chowałem taki jeden ząb jak pięść, który ząb dziaduś znalazł w tym miejscu (sprawiedliwie mówię i nic nie kłamię). A jeżeli jeden ząb był jak pięść (widziałem go przecie i miałem w rękach przez długie czasy), to już łeb musiał być jak piec, a cała osoba chyba jak stodoła... Więc borykać się z takim było trudno i jeszcze nie z jednym, ale z wieloma. Dlatego najśmielszy człowiek, choćby mu się i jak spodobała panna, a jeszcze lepiej jej majętności, wejść do podziemiów nie miał odwagi, ażeby go co nie ujadło...

Strony: