Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

Gdyby więc znalazł się taki dobrodziej, pozbądź się ciężaru, weź z wdzięcznością, co się da, i uciekaj za granicę, pierwej, nim sprawiedliwość ludzka okuje cię w kajdany i wtrąci do lochów: Czuwaj nad sobą!... strzeż się!... i posłuchaj rady życzliwego przyjaciela"
- Zuch baba, co? - zapytał Wokulski spostrzegłszy, żem już skończył czytanie.
- Niech ją diabli porwą!- zawołałem domyślając się, że mówi o autorce listu. - Ja, według niej, osiwiałem w rozpuście!... Ja kradnę!... Ja romansuję!... Przeklęta jędza.
- No, no, uspokój się, bo już widzę jej adwokata - rzekł Stach.
Istotnie, w tej chwili wszedł do sklepu człeczyna w starym futrze, wypłowiałym cylindrze i ogromnych kaloszach. Wszedł, rozejrzał się jak ajent śledczy, zapytał Klejna, kiedy będzie pan Wokulski, potem nagle udał, że dopiero nas spostrzega, i przybliżywszy się do Stacha szepnął :
- Wszak pan Wokulski?... Czy mogę mieć z panem króciutką konferencję na osobności?
Stach mrugnął na mnie i poszliśmy we trzech do mego mieszkania. Gość rozebrał się, przy czym zauważyłem, że jego spodnie są jeszcze bardziej wytarte, a zarost mocniej zjedzony przez mole niż futro.
- Prezentuję się panom - rzekł wyciągając do Wokulskiego prawą, a do mnie lewą rękę. - Jestem adwokat...
Tu wymienił nazwisko i - tak został z rękoma w powietrzu. Dziwnym bowiem trafem ani Stach, ani ja nie czuliśmy ochoty do uściskania go.
Poznał to, ale nie zmieszał się. Owszem, z najlepszą miną zatarł ręce i rzekł śmiejąc się:
- Panowie nawet nie pytają: jaki mnie tu interes sprowadza
- Domyślamy się, że pan sam powiesz - odparł Wokulski.
- Racja! - zawołał gość. - Otóż mówię krótko. Jest tu jeden bogaty, ale bardzo skąpy Litwin (Litwini są bardzo skąpi!), który prosił mnie, ażebym mu nastręczył do nabycia jaką kamienicę. Mam ich z piętnaście, ale przez szacunek dla pana, panie Wokulski, bo wiem, co pan robisz dla kraju, nastręczyłem mu pańską, tę po Łęckim, i po dwutygodniowej pracy nad nim tylem zrobił, że gotów dać... Zgadnijcie panowie: ile?... Osiemdziesiąt tysięcy rublil... Co? Kokosowy interes. Nieprawdaż?...
Wokulski zaczerwienił się z gniewu, a przez chwilę myślałem, że wyrzuci gościa za drzwi. Pohamował się jednak i odparł, ale już tym swoim tonem, tym ostrym i nieprzyjemnym:
- Znam tego Litwina, nazywa się baronowa Krzeszowska
- Co?... - zdziwił się adwokat.
- Ten skąpy Litwin daje nie osiemdziesiąt, ale dziewięćdziesiąt tysięcy za mój dom, pan zaś proponujesz mi niższą cenę, ażeby więcej zarobić...
- Hę! Hę! hę... - zaczął śmiać się adwokat. - Któż by inaczej robił, szanowny panie Wokulski?
- Powiedz pan zatem swojemu Litwinowi - przerwał mu Stach że sprzedam kamienicę, ale za sto tysięcy rubli. I to do Nowego Roku. Po Nowym Roku cenę podniosę.
- Ależ to jest nieludzkie, co pan mówi!... - wybuchnął gość. - Pan chce tej nieszczęśliwej kobiecie wydrzeć ostatni grosz... Co świat na to powie, zastanów się pan!...
- Co powie świat, o to nie dbam - rzekł Wokulski. - A jeżeli zechce mnie moralizować, tak jak pan, pokażę mu drzwi. O, tam są drzwi, widzisz pan, panie adwokacie?
- Daję panu dziewięćdziesiąt dwa tysiące rubli i ani grosza więcej - odparł adwokat.
- Niech pan włoży futro, bo się pan zaziębi na dziedzińcu...
- Dziewięćdziesiąt pięć... - wtrącił adwokat i szybko zaczął się ubierać.
- No, żegnam pana... - rzekł Wokulski otwierając drzwi. Adwokat nisko ukłonił się i wyszedł, zza proga zaś dodał słodkim tonem :
- To ja tu przyjdę za parę dni. Może szanowny pan będźie lepiej dysponowany...
Stach zamknął mu drzwi przed nosem.

Po wizycie obrzydliwego adwokata wiedziałem już, co myśleć. Pani baronowa z pewnością kupi kamienicę Stacha, ale pierwej użyje wszelkich środków, ażeby coś utargować. Znam te
Strony: