Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

zostać w Paryżu... Kto wie, czy już dziś nie posiadałbym broni, która prędzej czy później wytępi potwory z ludzką twarzą."
Rzecki odgadując, co się z nim dzieje, zachodził w różnych porach dnia i próbował wciągnąć go w rozmowę. Ale ani stan pogody, ani handel, ani polityka nie obchodziły Wokulskiego. Raz się tylko ożywił, gdy pan Ignacy zrobił wzmiankę, że Milerowa prześladuje panią Stawską.
- O cóż jej chodzi?
- Może zazdrości, że bywasz u pani Stawskiej, że jej płacisz dobrą pensję.
- Uspokoi się Milerowa - rzekł Wokulski - jak oddam sklep Stawskiej, a ją zrobię kasjerką.
- Bój się Boga, dajże spokój!... - zawołał przestraszony Rzecki. - Zgubiłbyś tym panią Stawską.
Wokulski zaczął chodzić.
- Masz rację. Ale swoją drogą, jeżeli baby kłócą się, trzeba je rozdzielić... Namów Stawską, ażeby sama na siebie założyła sklep, a my jej dostarczymy funduszów. Od razu o tym myślałem, a teraz widzę, że nie warto dłużej odkładać.
Pan Ignacy, naturalnie, w tej chwili pobiegł do swoich pań i zawiadomił je o wielkiej nowinie.
- Nie wiem, czy nam wypada przyjmować taką ofiarę? - odezwała się zakłopotana pani Misiewiczowa.
- Cóż to za ofiara? - zawołał Rzecki. - Spłacicie nas panie w ciągu paru lat, i basta. Jakże pani sądzi?... - zapytał Stawskiej.
- Zrobię tak, jak zechce pan Wokulski. Każe mi otworzyć sklep otworzę; każe zostać u Milerowej, zostanę
- Ależ, Helenko!... - zreflektowała ją matka. - Pomyśl, na co się narażasz mówiąc w podobny sposób?... Całe szczęście, że nas nie słyszy nikt obcy.
Pani Stawska umilkła ku wielkiemu zmartwieniu pani Misiewiczowej, którą przerażała stanowczość córki dotychczas tak łagodnej i uległej.
Pewnego dnia Wokulski przechodząc ulicą spotkał karetę pani Wąsowskiej. Ukłonił się i szedł dalej bez celu; wtem dopędził go służący.
- Jaśnie pani prosi...
- Co się z panem dzieje?... - zawołała piękna wdówka, gdy Wokulski zbliżył się do powozu. - Siądź no pan, przejedziemy się po Alejach.
Wsiadł, pojechali.
- Co to znaczy? - ciągnęła pani Wąsowska. - Wyglądasz pan okropnie, już blisko dziesięć dni nie byłeś u Beli... No, mówże pan coś!...
- Nie mam nic do powiedzenia. Nie jestem chory i nie sądzę, ażeby pannie Izabeli były potrzebne moje wizyty.
- A jeżeli są potrzebne?
- Nigdy nie miałem tych złudzeń; dziś mniej niż kiedykolwiek.
- No, no... mój panie... mówmy jasno. Jesteś pan zazdrośnik, a to poniża mężczyznę w oczach kobiet. Zirytowałeś się pan Molinarim...
- Myli się pani. Tak dalece nie jestem zazdrosny, że wcale nie przeszkadzam pannie Izabeli wybierać pomiędzy mną i panem Molinarim. Wiem przecie, że w tym wypadku obaj mamy równe prawa.
- O panie, to już zbyt ostre! - zgromiła go pani Wąsowska. - Cóż to, więc biedna kobieta, jeżeli raczy ją uwielbiać jeden z was, nie może rozmawiać z innymi?... Nie spodziewałam się, ażeby taki człowiek jak pan w taki haremowy sposób traktował kobietę. Zresztą o co panu chodzi?.. Gdyby nawet Bela kokietowała Molinariego, to i cóż?... Trwało to jeden wieczór i skończyło się tak wzgardliwym pożegnaniem go ze strony Beli, że aż przykro było patrzeć.
Zgnębienie opuściło Wokulskiego.

Strony: