Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

Zbliżyła się hrabina.
- Pozwoli książę?... - rzekła. - Panie Wokulski...
Podała mu rękę i poszli oboje do fotelu prezesowej.
- Oto jest, prezesowo, pan Stanisław Wokulski - odezwała się hrabina do staruszki ubranej w ciemną suknię i kosztowne koronki.
- Siądź, proszę cię - rzekła prezesowa wskazując mu krzesło obok. - Stanisław ci na imię, tak?.. A z którychże to Wokulskich?...
- Z tych... nie znanych nikomu - odparł - a najmniej chyba pani.
- A nie służyłże twój ojciec w wojsku?
- Ojciec nie, tylko stryj.
- I gdzież to on służył, nie pamiętasz?... Czy nie było mu na imię także Stanisław?
- Tak, Stanisław. Był porucznikiem, a później kapitanem w siódmym pułku liniowym...
- W pierwszej brygadzie, drugiej dywizji - przerwała prezesowa. - Widzisz, moje dziecko, że nie jesteś mi tak nie znany... Żyjeż on jeszcze?...
- Umarł przed pięcioma laty.
Prezesowej zaczęły drżeć ręce. Otworzyła mały flakonik i powąchała go.
- Umarł, powiadasz?... Wieczny mu odpoczynek!... Umarł... A nie zostałaż ci jaka po nim pamiątka?
- Złoty krzyż...
- Tak, złoty krzyż... I nicże więcej?
- Miniatura stryja z roku 1828, malowana na kości słoniowej.
Prezesowa coraz częściej podnosiła flakonik; ręce drżały jej coraz silniej.
- Miniatura... - powtórzyła. - A wieszże, kto ją malował?.. I nicże więcej nie zostało?.
- Była jeszcze paczka papierów i jakaś druga miniatura...
- Coże siç z nimi dzieje?... - nalegała coraz niespokojniej prezesowa.
- Te przedmioty stryj sam opieczętował na kilka dni przed śmiercią i kazał włożyć je do swojej trumny.
- A... a!... - szepnęła staruszka i rzewnie się rozpłakała.
W sali zrobił się ruch. Przybiegła zatrwożona panna Izabela, potem hrabina, wzięły prezesową pod ręce i z wolna wyprowadziły do dalszych pokojów. W jednej chwili na Wokulskiego zwróciły się wszystkie oczy. Zaczęto z cicha szeptać.
Widząc, że wszyscy na niego patrzą i o nim mówią, Wokulski zmieszał się. Ażeby jednak pokazać obecnym, że ta osobliwa popularność nic go nie obchodzi, wypił jeden po drugim dwa kieliszki wina stojące na stoliku i wtedy spostrzegł, że jeden kieliszek, z winem węgierskim, należał do jenerała, a drugi, z czerwonym, do biskupa.
"Ładnie się urządzam - rzekł do siebie. - Gotowi jeszcze powiedzieć, że zrobiłem afront staruszce, ażeby wypić wino jej sąsiadom..."
Wstał z zamiarem wyjścia i zrobiło mu się gorąco na myśl o defiladzie przez dwa salony, w których czekają go rózgi spojrzeń i szeptów. Ale zabiegł mu drogę książę mówiąc:
- Pewnie rozmawialiście państwo z prezesową o bardzo dawnych czasach, kiedy aż do łez doszło. Prawda, że zgadłem?... Wracając do tematu, który nam przerwano, czy nie sądzisz pan, że dobrze byłoby założyć w kraju polską fabrykę tanich tkanin?...
Wokulski potrząsnął głową.
- Wątpię, ażeby się to udało - odparł. - Trudno myśleć o wielkich fabrykach tym, którzy nie mogą zdobyć się na małe ulepszenia w już istniejących...
- Mianowicie?...
- Mówię o młynach - ciągnął Wokulski. - Za parę lat będziemy sprowadzali nawet mąkę, bo nasi młynarze nie chcą zastąpić kamieni - walcami.
- Pierwszy raz słyszę!... Siądźmy tu - mówił książę ciągnąc go do obszernej framugi - i opowiedz pan, co to znaczy?

Strony: