Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- Cóż, skończyliście państwo konferencję? - spytała hrabina. - Prawda, jaka to miła osoba, prezesowa?... Ma pan w niej wielką przyjaciółkę, nie większą jednak aniżeli we mnie. Zaraz przedstawię pana... Pan Wokulski!... - dodała zwracając się do damy w brylantach.
- A ja zaraz przystępuję do interesu - rzekła dama patrząc na niego z góry. - Nasze sierotki potrzebują kilku sztuk płótna...
Hrabina lekko zarumieniła się.
- Tylko kilku?... - powtórzył Wokulski i spojrzał na brylanty wyniosłej damy, reprezentujące wartość kilkuset sztuk najcieńszego płótna. - Po świętach - dodał - będę miał honor na ręce pani hrabiny przysłać płótno...
Ukłonił się, jakby chciał odchodzić.
- Chcesz nas pan pożegnać? - spytała trochę zmieszana hrabina.
- Ależ to impertynent! - rzekła dama w brylantach do swej towarzyszki w strusim piórze.
- Żegnam panią hrabinę i dziękuję za zaszczyt, jaki mi pani raczyła wyrządzić!... - mówił Wokulski całując gospodynię w rękę.
- Tylko do widzenia, panie Wokulski, wszak prawda?... Dużo będziemy mieli interesów ze sobą.
I w drugim salonie nie było panny Izabeli. Wokulski uczuł niepokój.
"Przecież muszę na nią spojrzeć... Kto wie, jak prędko spotkamy się w podobnych warunkach"
- A, jesteś pan - zawołał książę. - Już wiem, jaki ułożyliście spisek z panem Łęckim. Spółka do handlu ze Wschodem - wyborna myśl! Musicie i mnie do niej przyjąć... Musimy poznać się bliżej... - A widząc, że Wokulski milczy, dodał: - Prawda, jakim ja nudny, panie Wokulski? Ale to nic nie pomoże; musicie zbliżyć się do nas, pan i panu podobni i - razem idźmy. Wasze firmy są także herbami, nasze herby są także firmami, które gwarantują rzetelność w prowadzeniu interesów...
Ściskali się za ręce i Wokulski coś odpowiedział, ale co?... - nie było mu wiadome. Niepokój jego wzrastał; na próżno szukał panny Izabeli.
"- Chyba jest dalej" - szepnął, z trwogą idąc do ostatniego salonu.
Tu pochwycił go pan Łęcki z oznakami niebywałej tkliwości.
- Już pan wychodzisz? Więc do widzenia, drogi panie. Po świętach u mnie pierwsza sesja i w imię boże zaczynajmy.
"Nie ma jej!" - myślał Wokulski, żegnając się z panem Tomaszem.
- Ale wiesz pan - szepnął Łęcki - zrobiłeś szalony efekt. Hrabina nie posiada się z radości, książę mówi tylko o tobie... A jeszcze ten wypadek z prezesową... No... cudownie! Nie można było marzyć o zdobyciu lepszej pozycji...
Wokulski stał już w progu. Jeszcze raz szklanymi oczyma powiódł po sali i - wyszedł z desperacją w sercu.
"Może wypadałoby wrócić i pożegnać ją?... Przecież zastępowała miejsce gospodyni..." - myślał, powoli schodząc ze schodów.
Nagle drgnął słysząc szelest sukni w wielkiej galerii.
"Ona..."
Podniósł głowę i zobaczył damę w brylantach.
Ktoś podał mu palto. Wokulski wyszedł na ulicę zatoczywszy się jak pijany.
"Cóż mi po świetnej pozycji, jeżeli jej tam nie ma?"
- Konie pana Wokulskiego! - zawołał z sieni szwajcar, pobożnie ściskając trzyrublówkę. Łzami zaszłe oczy i nieco zachrypnięty głos świadczyły, że obywatel ten nawet na trudnym posterunku czci jednak pierwszy dzień Wielkiejnocy.
- Konie pana Wokulskiego!... Konie Wokulskiego!... Wokulski, zajeżdżaj!... - powtórzyli stojący furmani.

Strony: