Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Mistrz i Małgorzata

Część: 1 2

się na drzwi i dorzuciła szeptem – ale jest w domu służąca. – I zrobiła gest, który był zaproszeniem do wejścia.
Afraniusz rozejrzał się i wszedł na kamienne schodki. Potem oboje zniknęli wewnątrz domku. Afraniusz był u tej kobiety zupełnie krótko, z pewnością nie dłużej niż pięć minut. Potem opuścił dom, zszedłszy z tarasu nasunął kaptur na oczy i wyszedł na ulicę. Po domach zapalano właśnie szabaśniki, przedświąteczny tłok na ulicach był już bardzo wielki i Afraniusz na swoim mule zginął w rzece przechodniów i jeźdźców. Nikt nie wie, dokąd pojechał stamtąd.
Natomiast kobieta, którą Afraniusz nazwał Nisą, zaczęła się przebierać, kiedy wyszedł, spieszyła się przy tym bardzo. Ale chociaż z trudem odnajdowała w ciemnym pokoju potrzebne jej rzeczy, nie zapalała świecznika ani nie wzywała służącej. Dopiero gdy była gotowa i miała już na głowie ciemny czepek, rozległ się w domku jej głos:
– Gdyby ktoś o mnie pytał, powiedz, że poszłam do Enanty.
Dało się słyszeć w ciemności pomrukiwanie starej służącej:
– Do Enanty? Ciągle tylko ta Enanta! Przecież mąż zakazał do niej chodzić! To rajfurka, ta twoja Enanta! Powiem ja mężowi...
– No, no, no, milcz lepiej – powiedziała Nisa i wyśliznęła się z domu jak cień. Sandały jej zastukotały po kamiennych płytach podwórka. Służąca mamrocząc coś zamknęła drzwi od tarasu. Nisa opuściła dom.
W tym samym czasie w innym zaułku Dolnego Miasta, w krętym zaułku schodzącym stopniami ku jednemu ze stawów miejskich, z furtki niepokaźnego domku, którego okna wychodziły na podwórze, a ślepa tylna ściana na zaułek, wyszedł młody człowiek ze starannie przystrzyżoną bródka, w białym opadającym na ramiona kefi, w nowym, odświętnym błękitnym tallifie obramowanym u dołu kutasikami, w nowiuteńkich poskrzypujących sandałach. Ów przystojny młodzieniec o orlim nosie, wystrojony jak na wielkie święto, szedł dziarsko, wyprzedzał przechodniów śpieszących do domów, by zasiąść do świątecznego stołu, patrzył, jak jedno po drugim zapalają się okna. Młody człowiek poszedł wiodącą wzdłuż targowiska ulicą w stronę pałacu arcykapłana Kajfasza położonego u stóp wzgórza, na którym stała świątynia.
Wkrótce potem można było zobaczyć, jak wchodził do bramy pałacu Kajfasza. A jeszcze nieco później – jak opuszczał ów pałac.

Odwiedziwszy pałac, w którym płonęły już świeczniki i pochodnie, gdzie trwała świąteczna krzątanina, młody człowiek szedł jeszcze raźniej, jeszcze bardziej dziarsko, szedł z powrotem, w
Strony: