Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Mistrz i Małgorzata

Część: 1 2

Spędza w ten sposób godzinę lub dwie. Potem wstaje i zawsze tą samą trasą, przez Spiridonowkę, idzie w zaułki Arbatu, a oczy ma puste, nie widzące.
Mija sklep z naftą, skręca tam, gdzie wisi przekrzywiona stara latarnia gazowa, i skrada się ku kracie, za którą widzi piękny, choć jeszcze nagi ogród, a w ogrodzie – zacienioną gotycką willę, pomalowaną księżycowym blaskiem od strony, na którą wychodzi weneckie okno w wykuszu wieży.
Profesor nie wie, co go ciągnie do owej kraty, ani kto mieszka w willi, ale wie, że daremnie by ze sobą walczył w czasie pełni księżyca. Wie także, że w ogrodzie za kratą nieodmiennie zobaczy zawsze to samo.
Zobaczy siedzącego na ławce starszego, solidnie wyglądającego mężczyznę z bródką, w binoklach, mężczyznę o nieco prosiakowatej twarzy. Profesor zastaje mieszkańca willi zawsze w tej samej marzycielskiej pozie, zapatrzonego w księżyc. Profesor wie, że siedzący, kiedy napatrzy się już na księżyc, z pewnością spojrzy w okno w wieżyczce i będzie w nie patrzył, jak gdyby oczekując, że okno to zaraz się otworzy i coś niezwykłego ukaże się na parapecie.
Wszystko, co będzie potem, profesor zna na pamięć. Należy się wtedy niezwłocznie ukryć głębiej za ogrodzeniem, bo siedzący zacznie teraz niespokojnie kręcić głową, wypatrywać czegoś błądzącymi po powietrzu oczyma, uśmiechać się z zachwytem, potem nagle z tęskną błogością plaśnie w dłonie, a potem już całkiem zwyczajnie i to dość głośno zacznie mamrotać:
– Wenera! Wenera! Ech, jakiż ze mnie głupiec!...
– O, bogowie, bogowie! – będzie szeptał profesor kryjąc się za kratą i nie spuszczając rozpłomienionych oczu z tajemniczego nieznajomego. – Oto jeszcze jedna ofiara księżyca... tak, jeszcze jedna; ofiara, zupełnie jak ja...
Siedzący zaś będzie przemawiał nadal:
– Ech, jakiż ze mnie głupiec! Dlaczego, dlaczego nie odleciałem z nią? Czego się, stary osioł, przestraszyłem? Zaświadczenie wziąłem!... Ech, męcz się teraz, stary kretynie!...
I będzie to trwało dopóty, dopóki w ciemnej części willi nie stuknie okno, nie ukaże się w nim coś białawego, nie rozlegnie się nieprzyjemny kobiecy głos:
– Mikołaju, gdzie jesteś? Co to za fanaberie? Chcesz złapać malarię? Chodź na herbatę!
Wtedy siedzący ocknie się, oczywista, i kłamliwym głosem odpowie:
– Chciałem odetchnąć świeżym powietrzem, serdeńko! Wyjątkowo dobre dziś mamy powietrze!...


Strony: