Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Olsztyn: Nad Niemnem

Tomy: 1 2 3
błyszczącymi oczami, ostrym nosem, wklęsłymi usty, tak starannie wygoloną, że aż na policzkach i brodzie błyszczącą. Brzydką tę twarz oświecała wielka i nigdy, zda się, nie ustająca wesołość. Z wesołym śmiechem, błyskając małymi oczami opowiadał on, że z panem Różycem z kościoła do Korczyna jadąc widział na polu dwie gracje. Na mitologicznym tym wyrażeniu nacisk kładąc z rubasznym śmiechem wołał:
- Gracje, jak Boga kocham, dwie gracje... Jedną, no ta już bym każdemu darował bo stara i zła; ale druga.... ho, ho, prawdziwa gracja, niech pan Różyc powie! Cukierek! Talia zgrabna, twarzyczka śniada, rączki... no nie bardzo ładne, opalone... bo były bez rękawiczek.. .
- O! więc gracja pańska była bez rękawiczek!...ze słabym śmiechem zawołała pani Emilia.
- I bez kapelusza - dodał Kirło.
- Bez kapelusza! jakże to można chodzić bez kapelusza! - cichutko chichocząc powtórzyła kobieta z brudną batystową chustką dokoła twarzy.
Kirło śmiał się; małe, świdrujące jego oczki coraz ostrzej błyszczały.
- Niech pan Różyc zaświadczy... Co, panie Teofilu? cukierek? cacko? prawda?
Wzywany na świadectwo mężczyzna nie odpowiadał. Światło z okna w ten sposób na niego padało, że twarz całkiem pozostawała w cieniu, a widać było tylko postać męską, wysoką, cienką, wykwintnie ubraną i głowę okrytą czarnymi, z lekka ufryzowanyni włosami; u oczu połyskiwały szkła binokli. Od chwili, gdy wszedł tu i zamienił z panią domu pierwsze słowo powitania, nie rzekł jeszcze nic... Prawda, że Kirło mówił ciągle i prawie sam jeden. Pani Emilia z ożywieniem zapytywała: kim były gracje spotkane w polu, a szczególniej ta... bez kapelusza i rękawiczek?
- Była to zapewne jakaś wiejska dziewczyna... pan zawsze mistyfikować nas lubi, panie Bolesławie!
- Doprawdy! - z uśmiechem pełnym rozkoszy powtórzyła druga kobieta - pan nas zawsze tak mistyfikuje... Doprawdy! jak to można tak mistyfikować!
- Ależ wcale nie! przysięgam paniom! jak Boga mego kocham, wcale nie mistyfikuję... - z komicznymi gestami tłumaczył się Kirło. - Nie była to wcale żadna wiejska dziewczyna, ale panna... co się nazywa panna... z pięknej familii, z pięknego domu, z piękną edukacją...
- Panna z pięknej familii i z edukacją... - z wielkim już ożywieniem wołała pani domu - pieszo idąca, bez kapelusza... to być nie może...
- To być nie może... Pan zawsze żartuje... - zawtórzyła druga kobieta.
- No, a jak powiem jej imię i nazwisko, to co będzie? - ż przekorną filuterią pytał gość.
- Nie wierzę - twierdziła pani Emilia.
- To być nie może! jakże to być może! - wstydliwie chichotał drugi głosik kobiecy.
- A jak powiem - przekomarzał się Kirło - co mi za to będzie? Bez nagrody nie powiem! dalibóg! Co mnie panie dadzą za to, ha? Chyba panna Teresa pozwoli się pocałować? co? No, panno Tereso, tak czy nie? jeżeli pani mię pocałuje, to powiem, jeżeli nie, to nie !
Wykwintny, w cieniu siedzący mężczyzna uczynił ruch zdziwienie czy niesmak objawiający; pani domu oswojona znać z żartobliwym usposobieniem gościa swego i nawet przyjemną rozrywkę w nim znajdująca śmiała się z cicha, trochę filuternie i zalotnie. Ale nic wyrazić nie zdoła wrażenia sprawionego przez propozycję Kirły na osobie, której ona uczynioną została. W owalnej ramie cieniutkiej, brudnej chustki mała i zwiędła jej twarz okryła się najjaskrawszym karminem; błękitne, niewinne oczy zmąciły się i nabrały wyrazu trwogi połączonej z upojeniem. Wątłą swą kibić w szarym staniku odrzuciła na tylną poręcz krzesła, ręce ku obronie wzniosła i cofając się, odwracając, rumieniąc, z chichotem, którym usiłowała pokryć zmieszanie swe i wzruszenie, bełkotała:
- Ależ, doprawdy, panie Kirło... co pan wygaduje?... jakże można? pan zawsze żartuje... On jednak nie tylko wygadywał i żartował, ale brał się do czynu i czyniąc gest taki, jakby ramieniem swym kibić jej miał opasać, ogoloną twarz swą z wpółdobrodusznym, a wpółzłośliwym uśmiechem ku twarzy jej pochylał. Z chudych, bladych rąk swych tarczę
Strony: