Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Olsztyn: Nad Niemnem

Tomy: 1 2 3

- Lepszego jak on to już prawie na całym świecie nie ma. Żadnego ja smętku przy nim nie doznała. Horujem razem i hulamy razem, a częściej on co ciężkiego zrobi jak ja...
Zgięła się znowu ku ziemi i stara, gadatliwa kobieta także ku żytu zwrócić się miała, gdy żona Fabiana żąć nie przestając jękliwym i śpiewającym głosem swym przemówiła:
- A koniec taki, że pani Starzyńska masz dwoje dzieci i żadnego sama nie wyhodowałaś...
W mgnieniu oka spracowana i sucha ręka Starzyńskiej oparła się na jej kłębie. Cieńszym trochę niż wprzódy głosem odkrzyknęła:
- Nie wyhodowałam, a najśliczniejsze ze wszystkich mam... Owszem!
I zaniosła się od śmiechu.
- Jak ku-kaw-ka! - z ironią zaśpiewała znowu Fabianowa.
W tej chwili wóz ciągnięty przez kasztanka i gniadą cicho wtoczył się na ściernisko.
- O Jezu! - zanim jeszcze konie stanęły, z woza zeskakując krzyknął Jan i paru skokami znalazł się przy kobiecie na snopach siedzącej, którą usuwając się odsłoniła przed nim matka, a której suknia słomianej barwy złocisto na słońcu jaśniała. Więcej niż wesołością, bo serdeczną radością jaśniała twarz Justyny, kiedy z niskiego siedzenia swego oczy na przybyłego wzniosła i żywym, pośpiesznym ruchem rękę ku niemu na powitanie wyciągnęła. On tę rękę w obie dłonie pochwycił i nisko schylony na chwilę do niej ustami przylgnął.
- Troszkę spodziewałem się, że pani dziś do nas przyjdzie, bo mówiła, że chce na naszą robotę z bliskości popatrzeć; ale wszystko jedno, jak zobaczyłem, że pani tu siedzi, jakby mnie słońce przed oczami zaświeciło...
- Przecież dziś słońce nie tylko świeci, ale aż prawie oślepia - z łuną rumieńca przepływającą po czole jej i policzkach zaśmiała się Justyna.
Można by myśleć, że twarz Jana od jej śmiechu sposępniała.
- Pani żartuje - opuszczając ręce rzekł ciszej.
- Bo to on prawdę mówi - wmieszała się stara podnosząc się znów znad zboża i obok syna stając.- Tydzień już dziś, jak do niego przyszłam, i ciągle patrzę, jaki to zasęp na niego padł. Taki pochmurny zrobił się, że podczas przez całą godzinę gęby ani razu nie otworzy. Wszystko robi, co trzeba, owszem, ale smętliwie... ani pożartuje, ani zaśpiewa... a jak spytam się: "Co tobie takiego, Janku?" - to mówi: "Bo to mnie, mamo, ciemno robi się w oczach..."
- Co tam o tym gadać, mamo! - z niezadowoleniem przerwał Jan - chodźmy lepiej do roboty. Łokciem czyniąc ruch taki, jakby odtrącić go chciała, z nogi na nogę przestępując, głową kręcąc, filuternie oczami błyskając, tajemniczo szeptać zaczęła:
- Owszem. Ja wiem, skąd ten zasęp na niego przyszedł i dla jakiej przyczyny ciemno mu robi się przed oczami. Bo to trzydzieści lat ma i bez kochania żyje. Żenić się czas...
- Co tam o takich rzeczach gadać! - z żywością tym razem i gniewnym błyskiem oczu przerwał Jan.
- Owszem, czemu nie gadać? - żywo poruszając rękami i głową zagadała stara. - Bo to, widzi panienka, z Jadwiśką Domuntówną tak jak prawie od dzieciństwa lubili się... stryj tego tylko czeka, żeby pobłogosławić... i jej dziadunio pobłogosławi...
- Chodźmy do roboty, mamo! - wykrzyknął prawie chłopak.
- Owszem, dziewczyna jak raz dla niego para...pracowita, poczciwa, śliczna... i aktorka... Bo to całe gospodarstwo na nią po dziaduniu spadnie, a mówią, że może i z pięć tysięcy rubli warte...
Daremnie tym razem odtrącała go łokciem: silnie, żelazną niby obręczą syn ramię jej ścisnął.
- Bo to - próbowała mówić jeszcze - był taki czas, że pomiędzy nimi zaczynało się już kochanie...
Ale teraz twarz Jana od brzegu włosów aż po ogorzałą szyję krwią nabiegła i z turkusowych jego oczu sypały się błyskawice.
- Niech mama lepiej żąć idzie, co głupstwa ma wygadywać! - krzyknął i ku na wpół zżętemu zagonowi ją pociągnął sam także ku wozowi odchodząc.

Strony: