- Tak, pani - z wytwornym ukłonem odpowiedział zapytany - i winszuję sobie, żem w tej pustej okolicy znalazł dom taki jak państwa. Zawdzięczam to panu Kirle, który mię pod tym względem oświecił...
- Pan Kirło jest w każdym wypadku najlepszym sąsiadem i przyjacielem naszym.
- Ja, pani, jestem zawsze najlepszym z ludzi i tylko... zapoznanym.
- W domu naszym przynajmniej znajdujesz pan najzupełniejsze uznanie...
Kirło ukłonił się z galanterią i wdzięcznością, ale dodał:
- Nie u wszystkich, niestety, mieszkańców tego domu...
- Ależ nie! u wszystkich! któż by?...
- Panna Marta, na przykład, nie uznaje mię...- z komiczną żałością skarżył się Kirło.
- O, Marta... Ona taka biedna.., zgorzkniała... popędliwa...
- Panna Justyna...
- O, Justynka! ona tak jest oryginalną...
- Mąż pani...
- Mąż mój! On zajęty... nietowarzyski... zawsze tylko o gospodarstwie swoim i o interesach...
Przerwała i zwróciła się do Teresy Plińskiej, która w tej chwili z zachwyceniem przypatrywała się błyszczącym binoklom w cieniu siedzącego gościa.
- Tereniu, daj mi trochę wody i proszek bromowy, bo czuję nadchodzący globus.
Teresa poskoczyła ku toalecie i w mgnieniu oka podała towarzyszce żądane przedmioty. Pani Emilia delikatnie, z wdziękiem ujęła jedną ręką kryształową szklankę, drugą proszek zamknięty w dwu okrągłych opłatkach i tłumacząc się jakby z czynności, której dokonać miała, do nowego sąsiada rzekła:
- Globus histericus... dokucza mi bardzo... szczególniej kiedy się czymś wzruszę... zmartwię...
Tu połknęła proszek. Miała tyle powabu i gracji przy połykaniu lekarstwa, ile jej ma wyćwiczona tancerka w przybieraniu zalotnej pozy. Jednak widać było, że cierpiała naprawdę; ręką dotykała piersi i gardła, w których czuła nieznośne duszenie.
- Czy świeże powietrze ulgi pani nie przynosi?- ze współczuciem zapytał Różyc. - Może pani okno otworzyć rozkaże?
- O, nie, nie! - z żywym przeczeniem zawołała cierpiąca kobieta. - Ja się tak lękam wiatru, ciągów, słońca... Od wiatru dostaję zawrotu głowy, od ciągów newralgii, od słońca migreny... Tereniu, podaj mi proszę cię, toaletowy ocet...
Kirło, cały nad nią schylony, z czułością szeptał:
- Cóż? czy lepiej trochę?... dusi ciągle?... może przechodzi?
Teresa podając ocet schyliła się też nad towarzyszką:
- Początek migreny? prawda? Mój Boże! i mnie także zaczyna głowa boleć...
Pani Emilia nacierając skronie octem cichutko szepnęła:
- Moja Tereniu, ta Marta nie wraca dotąd z kościoła... jestem niespokojna o obiad... idź, dowiedz się, czy nakrywają do stołu. Czemu ta Marta nie wraca?... Nie wiem, czy gotują już dla mnie rosół... czuję, że nic innego dziś jeść nie będę mogła... Ach, ta Marta nie wraca...