Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Olsztyn: Nad Niemnem

Tomy: 1 2 3

Chciał coś jeszcze mówić, ale powstrzymał się, usta mu tylko drgnęły, krewkim ruchem czapkę na czole, poprawił i żywiej wiosłować zaczął.
- Wiem i wierzę - z powagą rzekła Justyna.
Uśmiechnął się znowu i ręką skinął.
- Co pani wie? - trochę porywczo rzucił.
- To prawda - odpowiedziała i cała rumieńcem spłonęła.
Jemu we wpatrzonym w nią wzroku zagrał żal.
- Nie ma czego wstydzić się ani smęcić - łagodnie już przemówił - tak już pani urodziła się i uczyła się też czego innego...
W tej chwili usłyszeli żałosne skomlenie psa i przewlekłym, gapiowatym głosem wymówione:
- Dobry wieczór państwu!
O kilkadziesiąt kroków od brzegu, w malutkim czółnie przymocowanym do tyki w dnie rzeki utkwionej siedział z wędą na wodę puszczoną Julek Bohatyrowicz, a na małym, zielonym przylądku, w wyciągniętej postawie i z oczami w pana swego wpatrzonymi, czarny Sargas coraz głośniej i przeciąg lej skomlił. Ten pleczysty człowiek, z wielką, czerwoną twarzą i wydobywającą się spod czapki gęstwiną ognistych włosów, w malutkiej łupince nieruchomo nad wodą siedzący, miał w sobie coś prawie fantastycznego. Wziąść by go można było za bajecznego mieszkańca wód, który na chwilę tylko i w połowie przybrał postać ludzką, drugą połową ciała tkwiąc w swym rodzinnym żywiole. Ale zupełnie ludzkim był uśmiech, którym człowiek ten witał nadpływających. Widać było zresztą, że takim samym uśmiechem, szerokim, dziecinnym, rząd śnieżnych zębów ukazującym, witał on wszystko, cokolwiek na niebie i ziemi spotykał wzrokiem podłużnych, pełnych, szafirowych oczu, tak samo, jak usta, śmiejących się dziecinnie, niewinnie i przyjacielsko.
- A dokąd? - na płynącą parę patrząc, lecz najlżejszego poruszenia nie czyniąc zapytał.
- Na Mogiłę - odpowiedział Jan.
- Che, che, che, proszę tylko nie bawić się długo!
- A dla jakiej przyczyny?
- A dla tej, że przed zachodem słońca ulewa spadnie, che, che, che!
Czółno Jana otarło się prawie o to, na którym siedział śmiejący się wciąż wodny atleta.
- Czemu Sargasa do czółna nie wziąłeś?
- Przeszkadza.
- Głupie zwierzę! Przypłynąć mógłby do swego pana, kiedy już tęskni...
- Nie pozwoliłem!
Prędkim ruchem targnął wodę i mała rybka trzepocząca się u jej końca srebrną iskrą błysnęła w powietrzu.
Jan i Justyna płynęli dalej. Jan mówił o Julku. Dziwny to był chłopak. Od dzieciństwa durniem go nazywali, ojciec nawet często go bił za nierozgarniętość i w familii był on zawsze ostatnim. Toteż przyrósł do Niemna; zdaje się, jakby duszę swoją w tej rzece zostawiał; tak pilno mu wracać do niej, ilekroć opuścić ją musiał, Rzadko też ją opuszcza.
- Na wodzie jada, na wodzie albo przy brzegu często i nocuje. Do roboty gospodarskiej nadmiar leniwy i niezdatny, ryb mnóstwo łowi, w bliskim miasteczku je sprzedaje i pieniądze regularnie ojcu odnosi. Niemen i jeszcze ten pies Sargas to całe jego kochanie. Kiedy trzy lata temu do wojska iść miał, to po całych dniach lamentował, jak on bez Niemna wyżyje i traf! skurczyły się mu dwa palce u prawej ręki. Ni z tego, ni z owego skurczyły się; okaleczał. Wszyscy dobrze wiedzą co o tym okaleczeniu myśleć. Na to mu rozumu wystarczyło. Głupi niby, a chytry. Teraz na niego drugi z rzędu syn Fabiana do wojska pójdzie i dla tej przyczyny nich tam wielka niezgoda w familii panuje.
- Ale ot! - przerwał sobie opowiadanie Jan - już i piaski widać!...

Strony: