Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Olsztyn: Nad Niemnem

Tomy: 1 2 3

- Przemówiłeś na koniec! Widzisz, ja pierwsza, ja, kobieta, przyszłam, aby pogodzić się z tobą. Powinno być przeciwnie, ale mniejsza o to! Kiedy się kocha, nie zważa się na miłość własną. Popatrz na mnie długo, dobrze, serdecznie, jak teraz rzadko patrzysz, i podaj mi rękę...
Nie tylko wziął jej rękę, ale dość czule ją pocałował.
- Więc nie jesteśmy już pogniewani? - z wybuchem radości zawołała.
- Ach, nie tylko... przeszkadzasz mi trochę...
Znowu onieśmielona zaczęła:
- Zdawało mi się, że nic nie robisz, bo przecież przerzucanie tej książki, którą znasz dobrze, nie jest robotą...
- Wiele razy już ci mówiłem, że choć żadną pozytywną robotą zajęty nie jestem, nie idzie za tym, abym nic nie robił. Myślę... marzę... Wszak to materiał do przyszłej pracy...
- To prawda - z powagą odpowiedziała - wiem o tym dobrze, ale jestem tak żywą... Czy chcesz zostać zupełnie samotnym? w takim razie odejdę...
Może uległością jej ujęty uprzejmie przemówił:
- Owszem. Miło mi zawsze, gdy blisko mnie jesteś...
Twarz i nawet ręce jego pocałunkami osypała, ale wnet zerwała się z miejsca.
- Dobrze. Mój Boże, jak to dobrze! Wezmę sobie książkę i cichutko tam w kątku sobie posiedzę... Kiedy już będziesz miał czas, razem może poczytamy, a po obiedzie na przechadzkę pójdziemy, znowu razem... la, la, la, la, la!
Piękny jej głos napełnił pracownię radosną, krótką gamą; z mozaikowej płyty stolika wzięła małą książkę i na palcach szła z nią ku kanapce w przeciwległym rogu pokoju stojącej, gdy nagle usłyszała głos Zygmunta:
- Tiens, tiens! Clotilde! pokaż mi tę książkę, którą trzymasz... co to?
- Trzeci tom Musseta - z trochą zdziwienia odpowiedziała.
- Skąd on się wziął tutaj? - książkę z rąk żony biorąc badał dalej. - Jakim sposobem mogłem nie spostrzec go na stole?...
Młoda kobieta chmurnie na męża popatrzała. Twarz mu ożywiła się dziwnie nagle, a oczy, przygasłe wprzódy, błyskały.
- Książkę tę - zaczęła zwolna - odwieziono tu przed kilku dniami z Korczyna... Wzięłam ją sama od posłańca i tu położyłam... Musiałeś ją pożyczać stryjence, pannie Teresie czy...
Po ozdobny tomik rękę wyciągnął.
- Daj mi to, a sama do czytania weź co innego, wszak ci to wszystko jedno...
- Zupełnie wszystko jedno - odpowiedziała i podjąwszy tomik Leopardiego, który Zygmunt na posadzkę upuścił, usiadła z nim w przeciwległym rogu pokoju. Wesołość jej, szczęście, jednym serdecznym słowem męża obudzone, znikły bez śladu. Domyśliła się, komu w Korczynie pożyczoną była ta książka...
Karty tej książki Zygmunt przerzucał teraz niecierpliwie, prawie gorączkowo, na nich i pomiędzy nimi czegoś szukając. Ta, której poezje te przesłał pragnąc przez nie wspomnienia jej obudzić i uczucia wskrzesić, odesłała mu je przy pierwszej zapewne sposobności bez słowa odpowiedzi na list, który towarzyszył książce. Może jednak pomiędzy jej stronicami znajdzie jaką kartkę albo na stronicach jaki wiersz, wyraz przez podkreślenie w znak porozumienia zamieniony. Szukał, nie znajdował nic, ale w zamian Justyna jak żywa stanęła mu przed wyobraźnią i dreszcz uczutego wrażenia przebiegł po ciele. Wtem w przeciwległym rogu pokoju głos kobiecy, trochę ostry i szyderski, przemówił:
- Czy słyszałeś o tym, Zygmuncie, że panna Orzelska wkrótce zapewne za mąż wyjdzie?
Prędkim ruchem twarz ku mówiącej zwrócił.
- Za kogo? - rzucił krótko.
- Za pana Różyca -odpowiedziała.
Zygmunt wpółleżącą postawę na siedzącą zmienił.

Strony: