Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Olsztyn: Nad Niemnem

Tomy: 1 2 3

-Quelle idée - zawołał. - Różyc nie ożeni się z nią nigdy!
- Owszem - sucho i ostro twierdziła młoda kobieta - podobała mu się od razu i coraz więcej się podoba. Elle a de la chance, cette... cette... cette... rien du tout! Pani Kirłowa, która ma wielki wpływ na kuzyna, nad skojarzeniem tego małżeństwa pracuje, i od pana Kirły słyszałam, że zdecydowanie się na nie pana Różyca jest tylko kwestią czasu.
Z krzywym trochę uśmiechem Zygmunt powtórzył:
- Impossible! Co? ona, ten model na silną Dianę, miałaby wyjść za tego młodego starca!...
Niedbale śmiejąc się chodzić zaczął po pracowni, ale oczy miał chmurne i błyskające pod ściągającymi się brwiami. Klotylda wodziła za nim wzrokiem i tym samym co wprzódy, suchym, ostrym, ironicznym głosem mówiła, w nieskończoność mówiła o nadzwyczajnym, cudownym szczęściu, jakim takie zamążpójście byłoby dla takiej panny Orzelskiej... Bo czymże ona była? Córką opasłego, idiotycznego ojca, rezydentką siedzącą na łasce krewnych, prostą, zupełnie prostą dziewczyną, bez układu, wdzięku, dowcipu i jakiegokolwiek talentu. Gra nieźle, ale jak po francusku mówić zacznie, to aż uszy bolą... Une fille sans naissance et sans distinction... une rien du tout... Nie wiadomo nawet, co Różyc zrobi, gdy się z nią ożeni, i jak ją w świecie będzie mógł pokazać... Chyba przede wszystkim na pensję jaką ją odda... Model na Dianę! Zapewne, zdrową jest i silną, jakby była przebraną chłopką, ale ręce ma wiecznie opalone, jakby nigdy w życiu rękawiczek nie nosiła... Czy malarze wyobrażają Dianę w postaci rezydentki z opalonymi rękami?
Pierś młodej kobiety szybko podnosiła się i opadała, gdy z drobnych jej ust sypały się te wszystkie złośliwe i obelżywe słowa. Roziskrzonymi oczami nie przestawała ani na chwilę wodzić za mężem, który przechadzając się ciągle zdawał się nie widzieć jej ani słyszeć. Pociągnął taśmę dzwonka i lokajowi, który zjawił się natychmiast, rzucił w zwykły sobie sposób krótki rozkaz:
- Konie zaprzęgać!
Lokaj zniknął za drzwiami, Klotylda porwała się z kanapki.
- Jedziesz! - z żalem zawołała.
Ironia i złośliwość, które wrzały w niej przed chwilą, znikły bez śladu; czuła już tylko, że mąż jej odjedzie i cały jej plan dnia szczęśliwie z nim spędzonego pierzchnie.
- Muszę - obojętnie odpowiedział Zygmunt.
- Dokąd? - zapytała znowu i ramionami objąć go próbowała, ale on twarzą zwracając się ku oknu po paru sekundach milczenia odpowiedział:
- Do Korczyna!
Zbladła i znieruchomiała.
- Zygmusiu...
Głos jej był teraz cichy, zdławiony.
- Que veux tu, chére enfant?
- Ty tam nie pojedziesz, Zygmusiu...
Szybko zwrócił się ku niej i z głębokim zdziwieniem zapytał:
- Dlaczego?
- Dlatego zaczęła - dlatego...
I nie dokończyła. Strwożyła się czy też ogarnął ją wstyd.
- Dawno nie odwiedzałem stryja i mam do niego interes. Czy chciałabyś, abym zerwał stosunki z moim stryjem?
- O, nie, nie! - z wybuchem zawołała - niech Bóg broni, abym wnosiła niezgodę do rodziny, w którą weszłam!
- Czegóż więc sobie życzysz?
Bladła i rumieniła się na przemian. Nie mogła, nie chciała być zupełnie szczerą. Duma i skromność usta jej zamykały. Wreszcie z płaczem prawie wybuchnęła:
- Więc przynajmniej weź mię z sobą!

Strony: