Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Olsztyn: Nad Niemnem

Tomy: 1 2 3

Czarne, wąskie brwi młodego pana silniej niż zwykle drgnęły, a drgnienie to udzieliło się czołu i przebiegło skórę czaszki, aż pod przerzedzonymi i ufryzowanymi włosami. Zupełnie jednak obojętnym a nawet żartobliwym głosem zapytał:
- Cóż tam takiego było?
Kirło znowu filuternym stał się.
- Pamiętasz pan Zygmunta Korczyńskiego, tego malarza, którego spotkaliśmy u Darzeckich?
- Pamiętam, wcale przyzwoity człowiek i podobno nie bez talentu... Żona jego ładna, mała blondynka... Cóż więc?
- No... on i panna Justyna...
- Romans? - dorzucił pan.
- I jaki! - wybuchnął Kirło.
- Już z żonatym?
- Ale gdzie tam! od dzieciństwa prawie... jak zwykle pomiędzy kuzynami...
- A! dlaczegóż więc?...
- Dlaczego nie pobrali się? Ależ i mowy o tym być nie mogło... Familia... i on sam...
Dłużej rozmawiać nie mogli, bo towarzystwo całe z ganku wchodziło już do sieni i zaraz wejść miało do salonu.
Tymczasem po wschodach niegdyś politurowanych i ozdobnych, dziś tylko czystych i całych, Justyna wprowadziła ojca do górnej części domu, gdzie pośród obszernego strychu urządzonym był wąski korytarz z dwoma naprzeciw siebie otwierającymi się pokojami. Jeden z tych pokojów należał do Ignacego Orzelskiego i był zarazem sypialnią nocujących tu czasem gości. Justyna opuściła ramię ojca i wyjąwszy mu z rąk skrzypce umieściła je w stojącym na stole podługowatym pudle. Czyniąc to, z cicha i trochę szorstko rzekła:
- Dlaczego, ojcze, pozwalasz zawsze temu panu żarty z siebie...
Urwała i uczyniła ręką gest zniechęcenia.
- Po co ja to mówię! Tyle już razy prosiłam... przedstawiałam... Nic nie pomaga... i... nic nie pomoże!...
Wzięła dzbanek stojący w kącie pokoju i zaczęła zeń wodę do miednicy nalewać. Stary w rozwartym szlafroku i zupełnym pod nim negliżu stał na środku pokoju, zakłopotany trochę i z jednostajnym wciąż, dobrodusznym uśmiechem na ustach.
- Widzisz, moja Justysiu - zaczął - żebyś ty wiedziała, jak to trudno... zresztą... cóż to szkodzi!
- O! - zawołała - właśnie pragnęłabym, aby ojciec uczuł...
Umilkła znowu, zawiesiła ręcznik obok miednicy i na jednym ze stołów ustawiła małe lusterko. Stary tymczasem drobnymi krokami zbliżył się do skrzypiec i już je z pudła wyjmować zaczął. Justyna delikatnie i powoli instrument znowu na uprzednim miejscu złożyła.
- Trzeba się ubierać, ojcze! zaraz zawołają nas do stołu...
- A! do stołu - powtórzył stary. - Dobrze... dobrze... bo już i głodny jestem... A nie wiesz tam czasem, co na obiad będzie?
- Nie wiem - odpowiedziała i ułożyła obok lusterka wszystkie przybory do golenia się i czesania służące.
- Wszystko gotowe, ojcze...
Stary nie ruszał się i z ukosa na skrzypce spoglądał.
- A może bym ja trochę jeszcze pograł?
- A obiad? - zapytała Justyna.

- A prawda... obiad! Pewno dziś co smacznego dadzą, bo goście są... Pytałem się nawet panny Marty z samego rana, co tam na obiad będzie, ale czy ona kiedy po ludzku do kogo przemówi! Burknęła... chrząknęła... czchnęła i na dół poleciała... a mnie już na dół nie chciało się schodzić... wypiłem więc kawę z sucharkami, troszkę szynki zjadłem i grałem sobie...
Strony: