Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Olsztyn: Nad Niemnem

Tomy: 1 2 3

Korczynie i po wieczerzy miał odjechać, było to tylko towarzystwo domowe. Ale, co się zdarzało nie często, pani Emilia, dość zdrowa, w ładnym, letnim szlafroczku, przyszła dziś do stołu; obok niej umieściła się Teresa, z lewą ręką, w której czuła reumatyczne bóle, na białej chusteczce u szyi związanej zawieszoną; u końca stołu Orzelski, błogo uśmiechnięty, dla lepszego przyjrzenia się ustawionym na stole półmiskom srebrne swe włosy pod światło lampy wysuwał; przy nim, wyprostowana, z ładną, żółtawą twarzyczką, siedziała Leonia; Kirło zaś ze śnieżystym i wykrochmalonym przodem koszuli, z przymilonym uśmiechem na kościstej twarzy, z rąk pan domu przyjąwszy kieliszek wódki, umieścił się naprzeciw Justyny z takim pośpiechem, jakby się lękał, aby go ktokolwiek w zajęciu tego punktu przy stole nie uprzedził. Od jakiegoś czasu okazywał on Justynie uprzejmość z nadskakiwaniem graniczącą, ani ku niej żartobliwej i lekceważącej galanterii, ani ku jej ojcu wesołych drwin nie zwracając. Teraz naprzeciw niej siedząc nie tylko poruszenia, ale i spojrzenia jej śledzić się zdawał. Przy tym z serwetą na szyi zawiązaną i całą pierś mu okrywającą zajadając ze smakiem kotlety nieustanną prawie rozmową zajmować usiłował niezbyt ożywione towarzystwo. Mówił o Różycu. W ogólności mówił o tym krewnym swojej żony tak często i z takim zadowoleniem, że można by go było posądzić o szczycenie się tym pokrewieństwem. Zresztą sam nie taił tego, że się nim szczycił. Tym razem przecież mówił o nim nie, tylko dla chwalenia się, ale i w innym jeszcze celu.
- Zaręczam państwu - mówił - że gdyby mu żyłę przeciąć, popłynęłaby z niej krew tak błękitna... jak na przykład... jak na przykład niemeńska woda w pogodę...
Teresa zachichotała.
- Ej, doprawdy! pan zawsze żartuje! kto kiedy widział błękitną krew!...
- Tak się mówi, moja Tereniu, o dobrych, starych
rodach - łagodnie wytłumaczyła pani Emilia.
Benedykt zamruczał:
- Doskonałe porównanie... bo czy tam ta krew błękitna, czy nie błękitna, ale że wody w niej wiele, to pewno...
Witold, ze spuszczonymi powiekami dotąd siedzący i nie dotykający wcale jedzenia, wzrok na ojca podniósł i w twarz jego nad talerzem pochyloną, surową, pomarszczoną długo popatrzał.
- Zawsze to jednak, panie dobrodzieju - ciągnął Kirło - rzecz przyjemna... przyjemna... z takiego, jak Teofil, rodu pochodzić. Wprawdzie tytułu żadnego nie ma... ani książę, ani hrabia... ale takie szlachectwo, jak jego, równa się hrabiostwu, a może i jakiemu kiepskiemu księstwu... a jaka parantela. fiu! fiu! z najpiększymi familiami... panie dobrodzieju mój... rodzona ciotka za księciem...
Ku Justynie błyszczącymi oczkami spojrzał, a spostrzegłszy, że potrzebowała soli, z pośpiechem i przymileniem ku niej ją posunął. Potem omletu z konfiturami z półmiska nabierając mówił znowu:
- Poczciwy ten Teofilek! Dwadzieścia dwa lata miał, kiedy mu ojciec umarł... matka żyje jeszcze i w Rzymie na dewocji siedzi... bardzo zacna matrona... a on dwadzieścia dwa lata miał, kiedy stracił ojca i w sukcesji wziął fortunę malutką, maluteńką, ni mniej, ni więcej, tylko, panie dobrodzieju, coś tak około miliona rubli, około jednego, jednego sobie milionka rubli...
- O Jezu! - jęknęła Teresa.
Orzelski językiem mlasnął.
- Caca fortunka... caca... Żeby to te... mieć... choć dziesiątą część tego!
- Aha! pewno! - podchwycił Kirło - żeby to te... cha! dziesiątą część... tak ze sto tysiączków... Ale pan omleciku jeszcze nie brał... służę panu!
Ze słabym zaledwie odcieniem dawnej żartobliwości ojcu Justyny półmisek podał.

Strony: