Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Olsztyn: Nad Niemnem

Tomy: 1 2 3

gotowe jesteście zrobić, byleby was ładnie ufarbowano. Ale tymczasem, nim wielką panią zostaniesz, na wesele Elżusi pójdziesz... wiesz? Marynia tam także będzie, już ja to u pani Kirłowej uproszę, byleby tylko pod opieką cioci Marty, którą także podejmuję się namówić...
W tej chwili drobne jakieś ręce ramię jego objęły i prawie dziecinny głos tuż przy nim zawołał:
- Widziu, i mnie weźcie na te wesele! już mnie o nim Zofia tyle nagadała... ona krewna pana młodego i zaproszona... tańczyć będą... i ja chcę potańczyć!
- Z największą ochotą! - zawołał Witold - choć raz zobaczysz w Korczynie coś więcej nad dom i ogród!
- Nie żartuj, Widziu - krzywiąc ładne, blade usta skarżyła się dziewczynka - mnie tak nudno, nudno ciągle u mamy w pokoju siedzieć albo po tych alejach w ogrodzie chodzić...
- Patrzcie! - sarknął młody człowiek - od ziemi ledwie odrosła, a już nudzi się! Czy nie zaczynasz już i na nerwy chorować, moja ty... przyszła Buszmanko!...
Dziewczynka skarżyła się dalej:
- A pewno! Głowa mię boli często! Wiesz, Widziu, wolę już być na pensji, bo tam choć rozmaitości więcej... Całe moje szczęście, że dla cioci Marty pantofle
wyszyłam...
Tu niedokrwistość zdradzająca żółtawa jej twarzyczka rozjaśniła się uśmiechem prawdziwie dziecinnej radości.
- Śliczne pantofle! - zawołała. - Jutro je cioci oddam! To dopiero będzie rada! rada!
Klasnęła w dłonie, podskoczyła, brata wpół objęła i znowu żałosnym głosem prosić zaczęła:
- Weź mnie, Widziu, na te wesele... potańczyć chce się... Zofia mówi, że tam wesoło będzie... taką ładną suknię już sobie przygotowuje!
Witold zamyślił się.
- Mamy o pozwolenie poprosić trzeba...
- Poproś... - błagał podlotek.
- Czemu sama nie chcesz?...
Dziewczynka ruchem przestrachu ręce splotła.
- Lękam się... nie mogę... jeszcze się zmartwi i zachoruje... Mama zawsze choruje, jak tylko co się jej nie podoba... Tobie łatwiej... ty rozumniejszy...
W godzinę potem Marta z trzaskiem otwierając drzwi do pokoju swego wpadła i zobaczywszy znajdującą się tam Justynę wołać zaczęła:
- Awantury! Słowo honoru, arabskie awantury! Na wesele iść z nimi! Przymila się, obejmuje, całuje, prosi... "Idź, ciotko, z nami do Bohatyrowiczów na wesele... idź, idź!" I śmiech, i złość! co ten chłopiec wymyślił sobie? Stare kości po weselach ciągać! Wieczny śmiech! a co ja na tym weselu robić będę? na co ja tam potrzebna! Pfuj, zgiń, maro, przepadnij! A to przyczepski z tego Widzia! Uf! nie mogę!...
Jak uragan, od łóżka do szafy, to znów od szafy do łóżka biegała i trudno było zgadnąć, czy rozgniewaną była lub rozśmieszoną, bo śmiała się, łajała, rękami machała... Justyna przy świetle lampy u otwartego okna stojącej, szyciem zajęta, przyjazny wzrok na starszą towarzyszkę swoją podniosła.
- Bo też ciocia pójdzie z nami na to wesele - z filuterną przekorą. rzekła.
- Wieczny śmiech! - krzyknęła stara panna - po co ja tam mam iść? na co? dlaczego?
- Naprzód dlatego, że ciocia Witoldowi niczego by odmówić nie potrafiła, a potem dlatego, że są to przecież dawni znajomi cioci...
Jak słup pośrodku pokoju stanęła, czarne jej oczy zapłonęły zrazu jak żużle, a potem zmąciły się wielkim zmieszaniem. Ciszej daleko niż wprzódy zamruczała:

-Dawni znajomi! to prawda... i dobrzy niegdyś znajomi! Ale kiedy to było! I... krótko to było! A teraz... po co? czy po to, ażeby ludzi straszyć? jak upiór z tamtego świata przed oczami ich
Strony: