Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Olsztyn: Nad Niemnem

Tomy: 1 2 3

zostać, światło swoje pomiędzy biednych braci wnieść! Brawo! winszuję! cieszę się, ach, jakże się cieszę!
I porwawszy ją wpół, śmiejąc się, w ręce ją całując, dwa razy się z nią dokoła pokoju okręcił. Ale potem spoważniał i ręce krewnej silnie w swoich ściskając serdecznie w oczy jej patrzał:
- Pamiętaj - rzekł - że masz we mnie brata, nie tylko ze krwi, ale i z ducha. Spólnikami i nawzajem pomocnikami sobie będziemy. Za przyjaciela i brata miej mię... miejcie mię oboje!
Benedykt z tą pogodą, która od kilku dni pomarszczoną jego twarz łagodziła i wygładzała, na uniesienie syna patrząc uśmiechał się.
- Facecja! facecja z tymi młodymi! - pod długim wąsem mruczał. - Myślą; że świat do góry nogami wywrócą i cudów dokonają... a!
Smutek przyćmił mu oczy; ręką machnął.
- Cóż, Justynko? - odezwał się - czy to jest stanowcze postanowienie twoje?
- Tak stanowcze - odpowiedziała - że nic w świecie, nawet twoja wola, mój dobry wuju i opiekunie, odwieść mię odeń nie zdoła.
Pochyliła się w ręce go całując. On głowę jej do piersi przycisnął.
Wtedy i Kirłowa z krzesła się podniosła i mówić chciała, ale tym ruchem obudziła małą Bronkę, która wstając zaplątała się o rozwiązane tasiemki bucików i jak długa u stóp matki upadła. Że jednak zdarzało się jej to bardzo często, więc najlżejszego głosu z siebie nie wydając na czworakach naprzód stanęła, potem całkiem wstała i ciemne, drobne, obnażone ramiona szeroko rozkładając z powagą wymówiła:
- Mamo, do domu!
Ale Kirłowa wcale ani na upadnięcie jej, ani na objawione przez nią życzenie nie zważając do Justyny podeszła i za ręce ją wzięła. Twarz miała całą w ogniu i łzach.
- Żal mi, wielki żal biednego i dobrego kuzyna mego! - zaczęła. - Jednak nie umiem kłamać: może i rozumnie postąpiłaś, dobrze wybrałaś... może i szczęśliwą będziesz...
Ucałowała ją serdecznie.
- Kiedy rozgospodarzysz się już w swojej chacie - cicho szeptała - oddam ci moją Rózię... do twojej chaty ją oddam, aby ci pomocnicą i uczennicą była, a własnymi rękami pracować przy ziemi uczyła się i przywykała...
Przez łzy uśmiechała się i jeszcze ciszej dodała:
- A może z czasem znajdziesz tam dla niej, jak dla siebie znalazłaś, jakiego ładnego i poczciwego chłopca... Wiesz co? dla biednych dziewcząt, które ani hrabinami, ani doktorkami zostać nie mogą, dobry to los... jedyny może los...
Jeszcze coś chciała do ucha Justynie szeptać, ale uczuła się silnie za suknię pociągniętą. Mała Bronia u stóp jej śniade ramionka szeroko rozłożyła i ze wzniesionymi ku niej, czarnymi jak węgle oczami z powagą powtórzyła:
- Kiedyż, mamo, ja chcę do domu!
Istotnie, Kirłowej pora było wracać do domu, gdzie ją różne zajęcia i kłopoty oczekiwały; musiała przy tym dziś jeszcze choć na chwilę do Wołowszczyzny zajechać. Poszła więc z Witoldem do ogrodu gromadki swojej szukać. Benedykt do odchodzącego syna zawołał:
- Powiedz tam komu, Widziu, aby Marty do mnie poprosił.
A do Justyny zwrócił się:
- Ojcu mówiłaś już o tym?
Nie miała jeszcze na to czasu, bo Orzelski późno wstawał i długo w swoim pokoju jadł śniadanie, a kiedy jedzeniem był zajęty, o niczym z im rozmawiać nie było można.
- Idźże do niego teraz i powiedz... zawsze to ojciec!
A ja z Martą pomówić muszę... rozpytać się!
Justyna przeszła pustą salę jadalną i kierowała się ku wschodom na górę prowadzącym, gdy usłyszała wymówione za sobą swoje imię. Obejrzała się i zobaczyła Zygmunta, który u ściany stojąc zwracał ku niej twarz widocznie pobladłą i przerażoną.

Strony: