Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Olsztyn: Nad Niemnem

Tomy: 1 2 3

- Mój ojcze - rzekła - mam do pomówienia z ojcem o czymś ważnym, bardzo dla mnie i dla ojca ważnym.
Grać nie przestając z roztargnieniem na nią spojrzał.
- Co tam takiego? aha! wiem... pan Różyc... ale poczekaj! niech wprzódy te... serenadkę skończę!
Justyna przy oknie usiadła, czekała, a dźwięki serenady długo jeszcze to staccato, to allegro, to znów andantissimo rozlegały się po pokoju. Na koniec skończył, ustami cmoknął i koniec smyczka całując uśmiechnął się błogo.
- A co?... caca te... serenadka!
Tymczasem wkrótce po odejściu Justyny bocznymi drzwiami do gabinetu Benedykta wsunęła się Marta. Nie weszła jak zwykle ze stukiem i impetem, ale wsunęła się dziwnie cicho, zmieszana, ciemną chustką otulona.
- Przysyłałeś po mnie, Benedykcie - zaczęła - ale ja bym i sama przyszła, bo wielką prośbę mam do ciebie... tylko nie wiem... słowo honoru, jak to powiedzieć...
- Cóż? może i ty zaręczyłaś się z jakim ładnym chłopcem? - zażartował Benedykt.
Ręką machnęła, naprzeciw krewnego na brzeżku krzesła usiadła.
- Tak już głupią nie jestem, aby o takich rzeczach myśleć... - z dziwną pokorą i uciszeniem odpowiedziała - ale widzisz... Justynka za maź wychodzi i jeżeli zgodzisz się... pozwolisz, ja przy niej, w jej... w ich chacie zamieszkam sobie...
- Co? co? - zawołał Benedykt.
- Słowo honoru! bardzo chcę przy nich zamieszkać - ze spuszczonymi oczami i splecionymi na kolanach rękami mówiła dalej. - Chleba darmo im jeść nie będę; bo i doświadczenie w gospodarstwie mam, i siły do pracy jeszcze trochę... Im, gołąbkom, moje ręce przydadzą się, a może i głowa cokolwiek doradzi...
A tu ja niepotrzebna... wieczny smutek! niepotrzebna nikomu... nikomu... nikomu...
- Jak to niepotrzebna? Co ty wygadujesz? - niecierpliwić się zaczął Benedykt.
Głową z wysokim grzebieniem silnie wstrząsając twierdziła:
- A niepotrzebna! Cóż? dzieci podorastały... twojej żonie nigdy dogodzić ani przypodobać się nie mogłam... a co do gospodarstwa... wielkie rzeczy! Ochmistrzynię sobie na moje miejsce weźmiesz... Justynka zaś sprzyja mnie, lubi... ona zawsze najwięcej ze wszystkich mnie lubiła... Przy tym i tych ludzi, pomiędzy których ona idzie...
Zająknęła się, palcem po wilgotnej rzęsie powiodła.
- I tych ludzi znałam kiedyś... lubiłam... sam los mię kiedyś do nich prowadził... ale go nie posłuchałam, nie poszłam... za to teraz pójdę, popracuję z nimi trochę, a potem, pewno już niedługo, oni dla mnie sami cztery deski zbiją i na mogiłki sami poniosą... ot, czego mnie chce się... Justynka i Janek za dwa miesiące pobrać się postanowili,.. przez ten czas, ty, Benedykcie, ochmistrzynię sobie znajdziesz... Uf! nie mogę!
Zakrztusiła się i zakaszlała.
Benedykt patrzał, słuchał, aż wybuchnął:
- Facecja! niedługo cały Korczyn do Bohatyrowicz się przeniesie! No - z uśmiechem dodał - już chyba tylko moja żona i panna Teresa tam nie pójdą!
Wstał, do Marty zwrócił się.
- Co ty wygadujesz? Jakie głupstwo do głowy ci przyszło! Ty tu niepotrzebna! Boże kochany! A toż my z tobą od dwudziestu kilku lat we dwoje pracujem!

tylkoż nas tu dwoje pracujących było! Niepotrzebna! A cóż ja bym był począł, gdybym ciebie przy sobie nie miał? Toż ja nie tylko swojej, ale i twojej pracy zawdzięczam, że utrzymałem się przy Korczynie! Kobieta uczciwa, pracowita, rządna, życzliwa w domu i w gospodarstwie - bagatela! Niepotrzebna! Ależ ty dzieci moje na rękach swych wynosiłaś i wyhodowałaś! ty je jak matka i... za matkę... kochałaś i pieściłaś: a nie po głupiemu pieściłaś! Witold wiele ci winien, bo dobre, ludzkie rzeczy w głowę mu kładłaś... Moja Marto, za przyjaciółkę cię
Strony: