Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Olsztyn: Nad Niemnem

Tomy: 1 2 3

przyjmował udział. Prawie pośrodku ganku siedział on na żelaznym krzesełku w takiej pozie, że od ogarniającej go płachty światła postać jego odcinała się w pełni swych silnych i ciężkich zarysów i że można mu było prawie policzyć wszystkie zmarszczki na czole i policzkach i wszystkie białe nitki w gęstych i ciemnych włosach. Z ramieniem położonym na stojącym przed nim stoliku, machinalnie bawiąc się kieliszkiem, w którym łamał się promień słońca, odzywał się rzadko, a pochyloną nieco głowę wstrząsał czasem i uśmiechał się to filuternie i niedowierzająco, to smutnie. Raz jednak, wśród najbardziej ożywionej rozmowy, jakby sobie coś nagle przypomniał, głowę podniósł, uśmiechnął się, kieliszkiem o stół uderzył i zawołał:
- Te gazety, moi panowie, to czyste zawracanie głowy, i nic więcej! Jak się ich człowiek na noc naczyta, to potem śnią mu się takie rzeczy, że wolałby wcale nie spać...
Spod zielonej kolumny trochę ironiczny głos Darzeckiego zapytał:
- Cóż takiego? Czy miałeś, panie Benedykcie, z powodu gazet straszny sen jaki?
- Naturalnie - odparł Korczyński - i jak jeszcze straszny!
Uśmiechnął się żartobliwie, ale zarazem długiego wąsa mocno w dół pociągnął.
- Nie jestem przecież babą, abym snami miał się przerażać -- zaczął - ale miałem jeden taki, że każdemu by od niego włosy dębem na głowie stanęły. Ot, jak było. Przed dwoma jakoś miesiącami naczytałem się był wieczorem o wojnach takich, co były, są, będą i licho już zresztą wie jakich. Zaraz potem położyłem się, usnąłem i śni się mnie... uważacie panowie, że do Korczyna naszło mnóstwo wojska bismarkowskiego ... słowem, pruskiego wojska... Dziedziniec i ogród pełen żołnierzy, dom pełen oficerów... Ja w strachu! Zniszczą Korczyn, myślę sobie, do góry nogami przewrócą, spalą, stratują, rozerwą, jeżeli nie przyjmę ich tak, jak tego żądają... Co robić? Wola, niewola, przyjmuję... Tak; zdaje się, zwijam się, tak częstuję, karmię, poję, zapraszam, w oczy patrzę, czy kontenci... A oni piją, jedzą, hałasują, hulają... Chwała Bogu, kontenci, myślę sobie, i sam kontent jestem... Ot, myślę, zaraz i pójdą sobie z Panem Bogiem, objadłszy mię, co prawda, dziedziniec i ogród zdeptawszy, ale resztę w całości zostawiając... Już zdaje się i odjeżdżać sobie mają... żołnierze na konie siadają, oficerowie szable przypasują... już zaraz i cicho u mnie będzie... Wychodzę, zdaje się, na ganek, z wielkim ukontentowaniem, aż tu, panie, patrzę, z tych pagórków, co to wiecie, tam het, za równiną... drugie wojska...
Tu zaciął się.
- To... tamto...
Promień słońca filuternym błyskiem przebiegł mu w piwnych źrenicach.
- Cóż? Strach mnie do szpiku kości przejął... lecą! to... tamto... panie, pędzą... także do Korczyna... wprost do Korczyna... a tamci jeszcze nie wyjechali... Masz! myślę sobie... Przyjmowałem jednych, aby mi dworu z dymem nie puścili... a teraz to... tamto... i będzie mnie tu ostatni amen! Jak chcesz, człowiecze, kręć się i wierć się, nie wykręcisz się i nie wywiercisz. Z tej strony ci w skórę i z tamtej... także w skórę! O Jezus, Maria! Obudziłem się cały w potach i nazajutrz chodziłem jak struty.
- Sen mara! - tonem pocieszenia odezwał się ktoś z obecnych.
- Prawdziwie typowy sen! - zawołał Darzecki z tak głośnym śmiechem, jakby w tej chwili zwykła dystynkcja zupełnie wyszła mu z głowy; ale zarazem szyję zazwyczaj sztywnie wyprostowaną zgarbił nieco, przez co kółka cygarowego dymu dotąd triumfująco sobie w górę ulatujące ciężko jakoś wionęły ku ziemi.
- Co tam! - zaczął w kącie ganku jakiś widocznie zgryźliwy i mocno przez życie gryziony sąsiad - co tam te Prusaki! bez Prusaków najbliżsi sąsiedzi ogryzą nas jak psy kości... Jeszczem jednego procesu z chłopami o pastwisko nie ukończył, a już n1i drugi o grunt pod leśnictwem wytoczyli!...
- Oj! te procesy! - stęknął pan Benedykt.
- Napłodziło się ich u nas jak robactwa w mokre lato! - zauważył ktoś inny.

Strony: