Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Olsztyn: Nad Niemnem

Tomy: 1 2 3

swych zatrzymywała. Płaszczem owinięta, z głową koronkami gęsto omotaną, z rozpiętym parasolikiem, mężnie wyszła na ganek, ale przed wschodami rozdzielającymi go z ogrodem zawahała się i stanęła. Wyraz cierpienia i zakłopotania twarz jej okrył.
- Doprawdy... - zaczęła - nie będę mogła... nie, nie będę mogła za nic zejść z tych wschodów...
Nikt się temu nie dziwił; wiedziano powszechnie o sposobie życia, który wiodła, i jej niezmiernie słabym zdrowiu. Kilku panów z pośpiechem pomoc swą ofiarowało, ale ona jej nie przyjęła. Bardzo dobrze wiedząc o tym, że wygląda jeszcze młodo i powabnie, nie chciała okazać się niedołężną. Jednak wschody te były dla niej straszne... Najbliżej stojącym osobom mówiłá, że doświadcza takiego uczucia, jakby przebywając je koniecznie, koniecznie upaść musiała... Zbliżała się ku nim i odstępowała, wyciągała naprzód śliczną nóżkę i z lekkimi wykrzykami cofała ją jakby na widok rozwartej paszczęki węża; walczyła z sobą tak, że aż okryła się rumieńcem wysilenia. Na koniec, z krótkim, nerwowym śmiechem, nie zeszła, ale zbiegła ze wschodów prędko, lekko, z wdziękiem. Powodzenie to ośmieliło ją znać i ucieszyło, bo pośród kilku kobiet i mężczyzn, którzy ją otoczyli, szła dalej aleją ogrodu równym i silnym krokiem, z ożywieniem rozmawiając. Darzecki, który zza kartowego stołu przypatrywał się tej scenie, ironicznie trochę zauważył:
- Ależ twoja żona, panie Benedykcie, nie jest tak bardzo osłabioną, jak się jej zdaje...
- At! - rozdając karty odrzucił Korczyński - z nudów zasiedziała się i od chodzenia odwykła... Zresztą, zawsze słabe zdrowie miała!...
W pustym zupełnie salonie Justyna przed otwartymi drzwiami stojąc patrzała na towarzystwo rozsypujące się w różne strony ogrodu, aż odwróciwszy się ku sali jadalnej zmierzała. Zaledwie jednak kilka kroków uczyniła, usłyszała za sobą szybkie stąpanie i z cicha wymówione swe imię. Zygmunt Korczyński szedł za nią, niespokojne spojrzenia rzucając na fortepian, krzesła i stoły.
- Zapomniałem wziąść swój kapelusz... kapelusza szukam - ze zmieszaniem i drżącymi usty wyszeptał.
Prędko, zanim usunąć się zdołała, zbliżył się ku niej i rękę jej pochwycił.
- Kuzynko - zaczął - czy nie cofniesz tych słów, które tylko co powiedziałaś?... Zupełnie i nigdy! Więc o przeszłości zapomniałaś zupełnie i nigdy niczym dla mnie nie będziesz... nawet przyjaciółką... siostrą? Ależ ja nie mogę...
Osłupiała zrazu oblana gorącem jego słów i wzroku, prędko jednak i ruchem gwałtownym rękę swą z dłoni jego wyrwała.
- Czego chcesz ode mnie? - zawołała. - Jakim prawem, za co robisz sobie ze mnie zabawkę całego swego życia? Dość już... proszę cię, kuzynie.. czego chcesz?
Słowa plątały się jej w ustach i głos zamierał w gardle.
- Duszy twojej chcę, Justyno... przyjaźni... ufności...
- Duszy! - zaśmiała się przeciągle i bolesna ironia mignęła jej w oczach. - Czy myślisz, że jestem takim samym dzieckiem, jakim byłam wtedy, kiedy mię te wszystkie twoje piękne... o! takie poetyczne słowa...
Nie dokończyła. Nagle opanowała siebie i postąpiwszy parę kroków naprzód rękę ku ogrodowi wyciągnęła.
- Idź, kuzynku, i podaj ramię żonie swojej, która jest ślicznym i zapewne dobrym dzieckiem, twemu sumieniu powierzonym. Ona cię kocha... a moja dusza.
Od stóp do głowy drżeć zaczęła.
- Moja dusza - dokończyła - nie przyjmie nigdy tego, co ty jej teraz ofiarować możesz!
Chwiejnym trochę, ale śpiesznym krokiem, jakby nie tylko od niego, lecz i od samej siebie uciekała, z salonu wyszła.

W sali jadalnej zobaczyła Martę, która nisko schylając się nad stołem i głośno sapiąc pogrążoną była w układaniu na kryształowych podstawach owoców í konfitur. Stanęła i
Strony: