Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Olsztyn: Nad Niemnem

Tomy: 1 2 3

- Apelacja już, chwalić Boga, podana i mucha poniesie to, co pan Korczyński w wyższej instancji wygra! - prędko i zapalczywie mówił głos niewidzialnego człowieka.
- A ja sto razy Fabianu mówiłem i sto pierwszy powtórzę, że mucha naje się tym, co my od pana Korczyńskiego wygramy - powoli i monotonnym głosem odpowiedział człowiek grabiący skoszoną trawę.
- Czemuż to tak? - wybuchnęło zza płotu popędliwe zapytanie. - Czy to Anzelm dla naszej powszechności dobra nie życzy?
- Życzę - brzmiała odpowiedź - ale powiadam: po cudze nie sięgaj!
- A jak pokaże się, że wygon nie cudzy, tylko nasz? a Bóg mię ubij na duszy i ciele, że pokaże się tak, a nie inaczej...
- Fabiana adwokat zbałamucił i Fabian wierzy...
- Jeszcze ten nie urodził się, kto by potrafił mnie zbałamucić! Do sąsiada po rozum nie pójdę i nawet u Anzelma jego nie poproszę, choć Anzelmowi jeszcze ta mądrość z głowy nie wywietrzała, co jej kiedyś od wielkich panów nabrał...
Głos niewidzialnego człowieka przybiera ł wciąż popędliwości, aż przy ostatnich słowach stał się rozgniewanym i zgryźliwym. Grabiący trawę z jednostajną wciąż powolnością zaczął:
- Niechaj mnie Fabian wielkimi panami oczu nie wypieka... ja ich dwadzieścia lat nie widziałem i do śmierci już pewno nie obaczę...
- Wszystko równo. Czego się człowiek za młodu nauczy, to i na starość mruczy - dojadał głos zza płota.
Wtem niewielki, kudłaty pies z żółtą szerścią i wydłużonym tak jak u lisa pyskiem, który dotąd spokojnie leżał na rozrzuconej przed stajnią słomie, zerwał się i z głośnym szczekaniem ku ogrodowi poskoczył. Z ogrodu na dziedziniec wbiegła para koni ciągnąc za sobą pług w ten sposób, że łatwo mógł zaczepić o płot albo świroń i zepsuciu ulec. Człowiek w baraniej czapce głowę podniósł.
- A toż co? a gdzież Janek? - na widok samopas pędzących koni żywiej przemówił.
Ale w tejże chwili za czepiającym się już płotu pługiem przyskoczył Jan, bez czapki, która w ogrodzie na trawie leżała, zaczerwieniony i zdyszany. Jednym zamachem rąk pługowi nadał właściwy kierunek, lejce podjął i konie, które głosowi jego posłuszne były jako dzieci, przed stajnią zatrzymał. W mgnieniu oka przy stryju znalazł się i za ramię go pochwycił.
- Stryjaszku! żeby stryjaszek wiedział, jakie mnie dziś szczęście spotkało...
Ręce jego drżały, głos dygotał - w palcach ściskał kapotę starego, który z rąk grable wypuścił.
- A toż co? Kto tam w sadzie?
Żółty pies minąwszy pług i konie ze szczekaniem wpadł do ogrodu.
- Mucyk! - rzucając stryja wołał za nim Janek- pójdź tu, Mucyk!... ,
- Daj pokój Mucyku! Kto to taki? Pani jakaś? czego ona...
Z dłoni sobie daszek nad oczami robił i w głąb ogrodu patrząc usiłował rozpoznać rysy kobiety, dokoła której zwijał się poszczekując uspokojony już Mucyk.
Jan stryja za rękę chwycił.
- Z Korczyna... panna Justyna. Stryj wie... ta, co to ja stryju zawsze opowiadałem... Niech stryj idzie i przywita się...
Ze zdziwieniem i prawie przerażeniem przygarbiony człowiek cofnął się ku domowi.
- A toż co? - zawołał - z Korczyna... na co? po co? dla jakiej przyczyny?...
- Bardzo jej upodobało się u nas, przyszła spocząć... niechże stryj idzie...
Ale stary plecami przyparł się do ściany domu.
- Na co mnie? nie pójdę... kiedy ją przywiodłeś, to idźże do niej sam...
- Kiedy mnie konie odprząc i nakarmić trzeba!- gwałtownie szeptał Jan i za obie już ręce opierającego się pociągał. - Stryjku, stryjaszku, mój mileńki! Mój rodzony! proszęż iść... prędko... ona w gościnę do nas przyszła... proszę iść...

Strony: