Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Olsztyn: Nad Niemnem

Tomy: 1 2 3

- Owszem - rzekł - bardzo dziękuję... Już i nie spodziewałem się takiej promocji , ażeby kto z Korczyna moją ubogą chatę nawiedził...
Znowu uchylił czapki.
- A jakże miewa się panna Marta Korczyńska?- zapytał.
- Często i przyjaźnie o panu wspomina - żywo odpowiedziała Justyna.
- Być nie może - zaprzeczył - pani tak tylko, z łaski swojej... Tyle lat... Widziałem ja ją... będzie temu lat trzy, w kościele... u! zmieniła się, postarzała... ze wszystkim już insza, jak była.
- Od wielu lat wujowi memu pomaga i ciężko pracuje - wtrąciła Justyna.
Trochę urągliwy uśmiech po ustach mu przemknął i ciszej rzekł:
- A lękała się pracy! Ot, wszystko jedno, pracować wypadło..:
Zamyślił się, długą, bladą ręką poprawił nad czołem czapkę i daleko kędyś bladymi oczami patrząc monotonnym swym głosem wymówił:
- Poranek widział kwitnącą, rumianą, a wieczór babą obaczył...
Czy ta krótka rozmowa zajęła go i ożywiła lub też sposób wyrażenia się Justyny przypomnieniem czegoś dawno minionego pociągał go ku niej - postąpił krok naprzód i na ławce, dość jednak daleko od niej, usiadł.
Wtem zza węgła domu ukazał się Jan, na rozmawiających spojrzał i nie zbliżając się przemówił:
- Stryju, panience sad nasz bardzo się upodobał!
- Chodźże tu! - zawołał Anzelm.
Chłopak widocznie walczył z sobą.
- Kiedyż jeszcze koniom nie wszystek owies zasypałem...
- To idź i zasypuj!
A zwracając się do Justyny znowu trochę czapki uchylił:
- Bardzo kontenty jestem, że się pani mój sadek upodobał. Wszystko to pochodzi z mego własnego sadzenia i starania. Gdyby pani dziesięć lat temu tu przyszła, obaczyłaby same rudery, badyle, śmiecie i paskudztwo...
Justyna powiedziała mu, że słyszała o jego długiej i ciężkiej chorobie.
- A... a... a... od ko... kogo?
Zdziwił się tak, że aż jąkać się zaczął. Blade oczy, jego z wytężeniem w twarzy jej utkwiły.
- Czyżby w Korczynie kto jeszcze o mnie wspo... wspo.... mi...
Machnął ręką i prędko dodał:
- A to pewno Janek pani o tym mówił... Żeby nie! Dobrze jemu zapamiętało się te niedołęstwo moje, bo wiele on podtenczas biedy przecierpiał, tego i opowiedzieć trudno... A co to był za defekt, o tym jeden Pan Bóg wiedzieć może; dość, że zwalił mnie z nóg jak kłodę i dziewięć lat bezwładnym i w bólach trzymał... U doktorów radziłem się ze trzy razy, ale nie pomogli i nawet nic zepsutego w ciele moim nie wynaleźli...Mówili, że hipokondrię mam... hipokondrykiem mnie nazywali... Duszna to podobno była choroba więcej niżeli cielesna...
Rozgadał się i powolnym, monotonnym swym głosem opowiadać zaczął minione swe cierpienia. Z tego, co opowiadał, i nawet z wielu trwających jeszcze cech jego powierzchowności łatwo można było odgadnąć jedną z tych strasznych chorób nerwowych, które dla samej nauki do określenia i zwyciężenia wielce trudnymi bywają. Jakim sposobem pochwyciła ona tego człowieka prostego i tak ściśle z życiem natury spojonego, o którym Marta mawiała Justynie, że miał kiedyś postawę dębu i twarz do kwitnącego maku podobną? Widać, że on sam nieraz zapytywał siebie o to, bo w zwykły sobie sposób zamyślając się i kędyś daleko patrząc dokończył:
- Różne na świecie bywają zdarzenia... Bywa to, że człowieka przez pole idącego szkodliwy wiatr obejmie i rumatyzmu albo innej choroby go nabawi. A bywają i insze wiatry, nie te, co w polu świszczą, ale te, co przez drogę życia człowieka przelatują...

Strony: