Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Olsztyn: Nad Niemnem

Tomy: 1 2 3

chwili wyrazem nieprzytomnego przerażenia, które objawiało się także w widocznym drżeniu rąk jego i całej szczupłej, zwiędłej postaci. Nie mógłby był pewnie ustać na plączących się i podrygujących nogach, gdyby go wielka i silna dziewczyna wpół nie obejmowała, twarz swą ku twarzy jego pochylając i czasem łagodnie, a czasem z wybuchającą energią przemawiając:
- Niech dziadunio uspokoi się! Niech dziadunio do chaty powraca! Pacenko nie przyjechał! Pacenki nigdzie nie ma. On już po babulkę nie przyjedzie! on już umarł i babulka umarła! Proszę nie dziwaczyć i do chaty wracać !
Ale stary prostował się z całej siły i na perswazje dziewczyny nie zważając dygocącym głosem bełkotał i wykrzykiwał:
- Pójdę! Znajdę! zabiję zwodnika! babulki nie dam. Gdzie on jest? Chodźmy, Jadwiśku, szukać! Prędzej chodźmy!
Dziewczyna podtrzymując wciąż jego chwiejącą się postać powtarzała:
- Pacenki nie ma! Pacenko umarł i nigdy już nie przyjedzie! To tylko te złe chłopcy Ładysiowe dziadunia tak straszą.
Ale stary rwał się naprzód i swoje powtarzał, a coraz więcej trząsł się i zwiędłą ręką w powietrzu wygrażać zaczynał. Za nim dwaj chłopcy, bosi, gołogłowi, z minami wiejskich urwisów, wyskakiwali śmiejąc się głośno i powtarzając:
- Pacenko przyjechał! Pacenko przyjechał i dziadulkowi babulkę odbierze!
Dziewczyna głowę swą zjeżoną gęstwiną kasztanowatych włosów podniosła, a z szafirowych jej oczu na pełne i rozognione policzki ciekły łzy...
- Co ja pocznę! - lamentowała - straszą i straszą, a ten idzie i idzie... Znowu narazi się na kiepkowanie ludzkie albo upadnie i stłucze się tak, jak wtedy...
Jan do Justyny szepnął:
- Stary zawsze tak wariuje, jak tylko kto mu powie, że Pacenko przyjechał... To ten Pacenko, co mu kiedyś żonkę zwiódł i w świat powiózł.
Ale Anzelm przyśpieszył kroku i przed starcem stanąwszy powolnym swym głosem zapytał:
- A gdzie to pan Jakub idzie?
Małe oczy starca spod czerwonych i nabrzmiałych powiek wzniosły się ku jego twarzy.
- A... a... a... zdaje się... pan Szymon?
- Ja, Szymon, ale gdzie to pan Jakub idzie?
- Szymon - objaśnił Jan Justynę - to był mój dziadunio, stryja i ojca ociec. Jakub żyjących ludzi nie rozpoznaje, tylko ich wszystkich za pomarłych ojców i dziadów przyjmuje... tak samo zupełnie, jak żeby śród nieboszczyków żył...
- Pacenko przyjechał! - prędko mrugając powiekami i głosem skarżącego się dziecka powtarzał starzec.
Anzelm wyprostował się i stanowczym głosem przemówił:
- Pacenko nie przyjechał i nigdy nie przyjedzie, bo już na tym świecie wcale go nie ma.
Bezbarwne i bezzębne usta starca otworzyły się szeroko, ale drżeć i naprzód wyrywać się przestał.
- Nie przyjechał? Pan Szymon mówi, że nie przyjechał!... To te chłopcy znów mnie zwiedli. Przybiegli i krzyczą: "Przyjechał!" Ale czy pewno nie przyjechał?
- Nie przyjechał - powtórzył Anzelm.
- Czy słowo uczciwości? - z niepokojem jeszcze pytał.
Anzelm z uroczystością w głosie odpowiedział:
- Słowo uczciwości!
Starzec uspokoił się zupełnie, dziewczyna wielką, czerwoną rękę do Anzelma wyciągnęła.
- Dziękuję - rzekła - bardzo dziękuję. On zawsze panu Anzelmu wierzy; kilku takich ludzi jest w okolicy, którym zawsze uwierzy... Dziaduniu - znowu nad starcem schylając się dodała - proszę do chaty wracać... Mleczko dziś na wieczerzę będzie i pierożki z wiśniami zrobię...

Strony: